Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 5 LIGA
Powiem Wam, że ten mecz był jak rollercoaster emocji! Iskra Bęben i FK Kryvbas dali z siebie wszystko, aż miło było patrzeć. Wynik końcowy 16:5 mówi sam za siebie - Iskra zdominowała to spotkanie od pierwszego gwizdka! Już do przerwy mieliśmy 7:2 i trzeba przyznać, że był to prawdziwy festiwal bramek. Łącznie padło aż 21 bramek, aż miło było patrzeć jak nasi chłopcy demolowali przeciwnika. A co do kartek - nie zabrakło tu też emocji. Trzy żółte kartki i dwie czerwone, oj działo się na boisku! MVP zasłużenie przypadł Piotrowi Grobelnemu, który był nie do zatrzymania. Ale nie możemy zapomnieć o naszych SuperStarach - Adrianie Cieślaku i Olehu Kadylovychu, którzy też dali z siebie wszystko. Wszystko wskazuje na to, że Iskra Bęben idzie na zwycięstwo i jestem pewien, że ta drużyna jeszcze da nam wiele powodów do radości! Dobra robota chłopaki!
AGKS – Spizgani Futbolem 3:4. Mecz, który wyglądał jak finał Ligi Mistrzów… po trzech piwach
To nie był mecz. To była domówka, gdzie wszyscy przyszli z zamiarem rozpieprzenia salonu. Zaczęło się niby spokojnie – do przerwy 1:1, wszyscy jeszcze trzymali fason. Ale po przerwie? No panie… Totalny chaos, ogień i trzy razy „co tu się właśnie odwaliło?”.
AGKS mieli swoje działa wielkiego kalibru:
Robert Górski – koleś, który miał dzień konia. Trzy gole, zero litości, bramkarz Spizganych chyba nadal się zastanawia, skąd to wszystko leciało.
I Bartosz Kowalczyk – ten to rozdawał asysty jak ulotki na Piotrkowskiej. Trzy ostatnie podania – każde szyte na miarę.
Ale Spizgani Futbolem nie dali się rozjechać. Wręcz przeciwnie – odpalili tryb “dobra, teraz my”.
Pabiańczyk i Cłapa po dwie sztuki każdy – chłopaki wjechali jakby grali o kontrakt życia. Strzelali z zimną krwią i precyzją, jakby mieli aimbota zainstalowanego.
Końcówka? Szaleństwo. Ludzie na trybunach darli się jak na koncercie Quebo, a piłka fruwała w obie strony jak szalona. Ostatecznie – 3:4 dla Spizganych Futbolem. Goście zrobili robotę, ale AGKS walczyli do końca i za to szacunek.
Qlevel Agencja Pracy Demoluje Cucarachas!
Co to było za widowisko! Na boisku zobaczyliśmy absolutną dominację Qlevel Agencja Pracy, która nie pozostawiła złudzeń drużynie Cucarachas, deklasując ich w meczu pełnym niesamowitych emocji i gradu bramek. Qlevel w tym spotkaniu pokazało swoją prawdziwą siłę, kontrolując przebieg gry od pierwszej do ostatniej minuty i prezentując ofensywną maszynę, której zatrzymanie było po prostu niemożliwe. Qlevel budowało swoje akcje z chirurgiczną dokładnością, z łatwością przenosząc piłkę z obrony do ataku, a ich dynamiczne wejścia w pole karne rywala siały panikę w szeregach obronnych Cucarachas. Ofensywna maszyna Qlevel działała bez zarzutu, a ich płynne kombinacje i błyskawiczne podania raz po raz otwierały drogę do bramki. Drużyna Cucarachas, choć próbowała odpowiadać na ataki rywala, często gubiła się w szybkich kontratakach Qlevel
Bramkarz Cucarachas, Błażej Prasnowski, aż 21 razy musiał wyciągać piłkę z siatki, co świadczy o skali przewagi Qlevel Agencja Pracy. Absolutnym bohaterem spotkania był Nikita Yarosh, który zdobył aż 7 bramek i dorzucił asystę, zgarniając tytuł SuperStar i miejsce w "6 kolejki"!
FC Fenix – Znicz Łódź 5:2. Fenixy rozgrzały się po przerwie i wypaliły łupami!
Pierwsza połowa to był prawdziwy thriller – obie drużyny szły łeb w łeb, wymieniając ciosy jak bokserzy w ringu, ale to gospodarze schodzili na przerwę z minimalnym prowadzeniem 1:0. Nikt jeszcze nie spodziewał się, że po zmianie stron Fenixy zamienią boisko w własny poligon ogniowy.
Na boisku błyszczał Jair Antonio Benitez – gość, który nie tylko wbijał dwie bramki, ale też serwował dwie asysty, jakby rozdawał karty na pokerze. Obok niego w roli reżysera ofensywy brylował Mykhailo Druchok, który dołożył gola i dwie asysty. Razem tworzyli duet, który rozmontował defensywę Znicza jak drwale konar.
Znicz z Łodzi nie poddał się bez walki – do bramki Fenixów trafił Kacper Madejak, a nawet bramkarz gości, Wiktor Kostyl, pokazał, że potrafi strzelić gola – co na pewno jest powodem do dumy.
Końcowy wynik 5:2 to efekt eksplozji Fenixów w drugiej połowie, które udowodniły, że potrafią odjechać na pełnym gazie, gdy przeciwnik ledwo łapie oddech. Znicz może pluć sobie w brodę, ale hej – przynajmniej bramkarz pokazał, że gra na dwa fronty!




)