Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 5 LIGA
Czy to ptak? Czy to samolot? A może Messi scalony z Ronaldo biega po boisku?
Nie!
To Artem Postol gra!
Nie da się opisać tego, co ten człowiek zrobił w tym meczu. Nie znam takich słów — ani po polsku, ani po angielsku!
5 bramek! JEDEN! DWA! TRZY! CZTERY! PIĘĆ!
Niepojęta liczba, która jasno pokazuje, kto błyszczał na tym boisku. Jego Qlevel Agencja Pracy pokonał FK Kryvbas 13:6, prowadząc już do przerwy 6:4.
Ale Kryvbas? Oni też walczyli! Dmytro Okhotnikov robił, co mógł, z trzema golami i asystą – momentami wyglądał, jakby miał zamiar w pojedynkę odwrócić losy tego meczu. Niestety, Qlevel Agencja Pracy postawiło tego dnia futbolowy mur i dołożyło cegiełkę za cegiełką… czyli kolejną bramkę za bramką.
Ten mecz to był festiwal ofensywy – jakby obie drużyny zapomniały, że istnieje coś takiego jak obrona.
Qlevel? Maszyna. Kryvbas? Serce do gry.
Ale na koniec dnia wynik mówi wszystko: 13:6. I ani jednego nudnego momentu.
Dramatyczny zwrot akcji – Spizgani Futbolem odrabiają straty i wygrywają 6:3!
Mecz rozpoczął się od szybkiego prowadzenia Spizgani Futbolem, jednak FC Fenix odpowiedziało błyskawicznie i do przerwy utrzymywało minimalną przewagę. Druga połowa była już pokazem siły gości, którzy zdominowali boisko, zdobywając aż cztery gole i pewnie triumfując 6:3. Fenix zagrało fatalną drugą połowę – nie strzeliło nawet jednej bramki, co zdecydowanie zaważyło na końcowym wyniku.
Warto podkreślić niezwykłą postawę Jakuba Szymczaka z FC Fenix, który mimo kontuzji zagrał jak prawdziwy superstar — życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia!
Choć momentami mecz był nudny jak flaki z olejem, to jednak nie brakowało emocji i widowiskowych akcji, które podgrzewały atmosferę na boisku.
Spizgani Futbolem zasłużenie sięgnęli po trzy punkty, tym samym awansując na 3 miejsce w tabeli!!
Iskra błyszczy jak Barcelona – emocjonalna wojna zakończona zwycięstwem 12:9!
Pierwszy gwizdek, szybki pressing i szalona wymiana ciosów. Już po kilku minutach wiedzieliśmy, że ten mecz nie będzie miał nic wspólnego z nudą. To nie był zwykły mecz, to była wojna nerwów, sprintów i strzałów! Pierwsza połowa zakończyła się remisem 4:4 i była jak otwarta książka pełna zwrotów akcji — żadna z drużyn nie chciała odpuścić ani na moment. Tempo? Szalone. Emocje? Do ostatniego gwizdka.
Po zmianie stron zobaczyliśmy Iskrę Bęben oraz AGKS w wersji Premium mecz pełen emocji i zwrotów akcji.
Iskra grała momentami jak współczesna Barcelona — szybkie wymiany, pełna kontrola, tiki-taka w wersji ulicznej. Gdy ruszyli w drugiej połowie, to tak, jakby ktoś odkręcił kurek z turbo. Szybko zbudowali przewagę i choć zespół AGKS do końca walczył, nie byli w stanie ich dogonić.
Na wyróżnienie zasługuje cała drużyna Iskry — każdy z zawodników dołożył swoją cegiełkę do tego zwycięstwa. Bramka za bramką, mądre decyzje, ofiarna gra w defensywie i pełne zaangażowanie – to była zespołowa robota na medal.
Końcowy wynik 12:9 oddaje tylko część historii — tu każdy gol to osobna opowieść. Iskra nie tylko wygrała, ale też zachwyciła stylem.
Jeśli ktoś szukał w niedzielne popołudnie klasycznego meczu „na zawał”, to trafił idealnie – spotkanie Znicza Łódź z ekipą Cucarachas to była istna kanonada i pokaz ofensywnego szaleństwa. Wynik 15:8 mówi sam za siebie, a kibice nie mogli narzekać – chyba że na brak oddechu od tych ciągłych ataków z obu stron.
Już do przerwy było gorąco – 9:3 dla Znicza. Cucarachas próbowali gasić pożar w obronie, ale momentami wyglądali jakby grali w "złap mnie, jeśli potrafisz". Niestety – nie potrafili.
Oliwier Szemiot, znany również jako "Snajper z Łodzi", wbił 4 gole i dorzucił asystę, a co ciekawe – to właśnie rywale wybrali go zawodnikiem meczu. Czyżby syndrom sztokholmski? A może po prostu klasyczny przypadek: „jak już nas ktoś rozjeżdża, to niech chociaż będzie sympatyczny”.
Z kolei Maciej Kaźmierczak postanowił, że szósta kolejka to jego scena i wszedł w nią jak burza – 6 bramek i 1 asysta. Gdyby mógł, pewnie zabrałby piłkę do domu, a i może paru obrońców Cucarachas, żeby już więcej mu nie przeszkadzali.
Tempo? Szalone. Obrony? Cóż... były na boisku, ale można by pomyśleć, że to była bardziej umowna obecność. Mecz przypominał bardziej hokej na trawie niż piłkę nożną, tyle że bez kija i z większą liczbą bramek.
Podsumowując – Znicz Łódź pokazał, że umie nie tylko strzelać, ale też bawić się grą, a Cucarachas... cóż, mają materiał do przemyśleń, może i nawet na terapię grupową. Ale nikt nie powie, że się nudziliśmy!
Znicz Łódź melduje się na fali – oby dalej jechali na niej z takim impetem.




)