Iskra Bęben nie przyszła na żarty, tylko na totalne lanie Cucarachas. Do przerwy było już 6:0, a w tym czasie Piotr Grobelny robił co chciał, wbijając 6 goli jak na zawołanie. Piotr Kołtuniak nie zostawał w tyle i dorzucił 4 trafienia, dokładając cegiełkę do tej demolki. Ich współpraca na boisku była jak dobrze naoliwiona maszyna – Grobelny strzelał, Kołtuniak kreował, a reszta Iskry skutecznie pilnowała tyłów.
Po przerwie Iskra po prostu podkręciła tempo i skończyło się na wyniku 13:2. Cucarachas niby próbowali odpowiedzieć, ale w obliczu takiego bombardowania przez Grobelnego i Kołtuniaka wyglądali, jakby zgubili mapę na boisku i kompletnie nie wiedzieli, gdzie są. Dwa honorowe gole gości to był jedynie delikatny szmer w trakcie koncertu Iskry, który całkowicie zdominowała wydarzenia na murawie.
To był koncert skuteczności i chemii w drużynie Iskry – jeden strzelał, drugi podawał, reszta pilnowała, żeby nikt nie rozbił instrumentów. Cucarachas dali tylko dwa honorowe gole, które były jak pojedyncze dźwięki w symfonii miażdżącej przewagi Iskry Bęben.




)