reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
COPA DEL SOCCA
Galeria
1 LIGA
2 LIGA
3 LIGA
4 LIGA
5 LIGA
6 LIGA
7 LIGA
8 LIGA
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
17:00

To był prawdziwy pokaz charakteru i kondycji, bo Znicz Łódź rozegrał całe 50 minut bez ani jednej zmiany. Zero rotacji, zero odpoczynku – a mimo to rozegrali kapitalne zawody i pokonali Spizganych Futbolem 11:7.

Na tle zmęczonego, choć walecznego rywala błyszczeli liderzy. Kamil Król, bramkarz Znicza, zagrał mecz życia – 2 asysty i gol to jak na golkipera wynik z kosmosu. Nie tylko bronił, ale też doskonale wznawiał i zaskakiwał rywali swoją grą nogami. Drugim bohaterem był Jakub Westwal, autor 2 bramek i 3 asyst – napędzał każdą akcję ofensywną, ciągnął grę, szukał rozwiązań i zdobywał kluczowe gole.

Po stronie Spizganych ponownie show dał Adrian Gradek. Między słupkami był jak orzeł w przestworzach – rzucał się, wyciągał niemożliwe piłki, walczył do końca. Ale dziś trafił na drużynę, która po prostu nie miała zamiaru się zatrzymać.

To był intensywny, szybki mecz na małym boisku, z wieloma akcjami kończonymi strzałami i pressingiem od pierwszej do ostatniej minuty. Znicz udowodnił, że nawet bez ławki można wygrać mecz – jeśli tylko masz serducho do gry i liderów w formie.

2
19:00

 ISKRA BĘBEN ROZGRZAŁA BOISKO DO CZERWONOŚCI – GROBELNY I KOŁTUNIAK ROZSTRZELALI CUCARACHAS! 

Iskra Bęben nie przyszła na żarty, tylko na totalne lanie Cucarachas. Do przerwy było już 6:0, a w tym czasie Piotr Grobelny robił co chciał, wbijając 6 goli jak na zawołanie. Piotr Kołtuniak nie zostawał w tyle i dorzucił 4 trafienia, dokładając cegiełkę do tej demolki. Ich współpraca na boisku była jak dobrze naoliwiona maszyna – Grobelny strzelał, Kołtuniak kreował, a reszta Iskry skutecznie pilnowała tyłów.

Po przerwie Iskra po prostu podkręciła tempo i skończyło się na wyniku 13:2. Cucarachas niby próbowali odpowiedzieć, ale w obliczu takiego bombardowania przez Grobelnego i Kołtuniaka wyglądali, jakby zgubili mapę na boisku i kompletnie nie wiedzieli, gdzie są. Dwa honorowe gole gości to był jedynie delikatny szmer w trakcie koncertu Iskry, który całkowicie zdominowała wydarzenia na murawie.

To był koncert skuteczności i chemii w drużynie Iskry – jeden strzelał, drugi podawał, reszta pilnowała, żeby nikt nie rozbił instrumentów. Cucarachas dali tylko dwa honorowe gole, które były jak pojedyncze dźwięki w symfonii miażdżącej przewagi Iskry Bęben.

 
 
3
20:00

To był mecz dwóch różnych połów. Przez pierwsze 25 minut Qlevel wyglądało jak cień samego siebie – ospali, bez pomysłu, jakby mecz ich zaskoczył. FC Fenix kontrolował grę, prowadził 3:1 i wydawało się, że mają ten mecz w garści. Ale po przerwie… stało się coś niesamowitego.

Qlevel powstał jak prawdziwy Feniks z popiołu – przewrotność losu, że właśnie z tak nazwanym rywalem. Zaczęli grać szybciej, odważniej i przede wszystkim skuteczniej. W ciągu drugich 25 minut zdobyli aż 9 bramek, całkowicie dominując wydarzenia na boisku.

Liderem tej przemiany był Dmytro Berehovyi – 4 bramki i 3 asysty, absolutny bohater, który prowadził zespół do odrobienia strat i wygranej. Ale nie można pominąć też bramkarza Qlevel, który nie tylko bronił solidnie, ale również popisał się dwoma asystami, co jak na golkipera robi wrażenie.

To była piłkarska historia z morałem: nigdy nie skreślaj drużyny, która jeszcze nie skończyła pierwszej połowy. Qlevel udowodniło, że nawet po fatalnym początku można wrócić do gry – i to z jakim rozmachem!

4
21:00

Pierwsza połowa? Rollercoaster. FK Kryvbas grał odważnie, był skuteczny i do przerwy prowadził 4:3. Ale po zmianie stron to AGKS pokazało, dlaczego nigdy nie można ich skreślać – druga połowa to ich pełna dominacja i odrobienie strat z nawiązką. Finalnie skończyło się 8:6, a kibice nie mogli narzekać na brak emocji.

Liderem ofensywy AGKS był Robert Górski, który zaliczył 2 bramki i 2 asysty – idealny balans między snajperem a rozgrywającym. Robił różnicę w kluczowych momentach, często brał grę na siebie i w decydujących fragmentach ciągnął zespół do przodu.

Na drugim końcu boiska swoje zrobił też Rafał Fiks – bramkarz AGKS, który kilkukrotnie uratował wynik świetnymi interwencjami, szczególnie w drugiej połowie, gdy Kryvbas próbował jeszcze wrócić do meczu. Jego pewność w bramce dała drużynie spokój, a reszta już się potoczyła.

To było 50 minut żywego ognia – dużo biegania, dużo walki i pełen pakiet emocji. AGKS znów pokazało, że potrafi odwracać losy spotkań.

Reklama

Sponsorzy i Partnerzy