reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
JAKO CUP 2026
Galeria
1 LIGA
2 LIGA
3 LIGA
4 LIGA
5 LIGA
6 LIGA
7 LIGA
8 LIGA

[WIOSNA 2025] RAPORT MECZOWY -13 KOLEJKA SEZON 2024/2025

Minionej niedzieli nad nasze boiska nadciągnęła angielska pogoda. Jak wiemy towarzyszy ona jednym z najlepszych rozgrywek na świecie, nie przypadkowo pogoda ta nadeszła nad Łódź ?.

Z pewnością znajdzie się ktoś, kto żałuje że nie było go podczas minionej kolejki

Macie czego żałować! Nic straconego, jeśli chcecie choć po części poczuć boiskowe emocje to wbijajcie i czytajcie ?.

 

Raporty gotowe ❤️


1 LIGA

Dwa zespoły z góry tabeli.

 Od początku spotkania dało się odczuć, że drużyny sprawdzają się nawzajem i są bardzo ostrożne. Nikt nie podejmował ryzykownych decyzji, każda z drużyn czekała na błąd rywala. Worek z bramkami musiał się wreszcie rozwiązać - tak też się stało.

Do bramki trafiło Vero jak i Święci. Mimo to wynik był wciąż na styku i na przerwę obie ekipy schodziły z wynikiem 2:2.

 

Druga połowa to odczuwalna dominacja zespołu SilverSAINTS, który mógł tego dnia liczyć na super duet Dwojak - Ryl. Dało to efekt w postaci kolejnych bramek. Vero FC to jednak drużyna, która nie odpuszcza. Sprawy w swoje ręce wziął między innymi Kamil Sadziński, który ewidentnie był tego dnia w dobrej formie ?. Ustrzelił hattrick'a i dorzucił do tego 2 asysty.

Niestety, nawet to nie wystarczyło na mocarnego Adama Dwojaka.

Przypomniał o sobie w 2 połowie, strzelając łącznie 6 bramek. Tym, który obsługiwał Adasia podaniami był Sebastian Ryl, który może pochwalić się wieloma kluczowymi podaniami, które ostatecznie dały świętym 3 trafienia.

Vero goniło, pojedyńcze rajdy ich zawodników, Krystiana Imieli czy Sebastiana Jagiełły pozwoliły wierzyć do końca. Jednak troszkę zabrakło.

Końcowy wynik 9:7 dla silverSAINTS Cochise Burger pokazuje, jak wyrównane było to spotkanie. Oby więcej takich w naszej lidze ❤️. 

"Mecz szachistów, mecz, bramkarzy "

Mocne ekipy, mocne nazwiska, każdy spodziewał się wyrównanego meczu, taki właśnie był ?. 

1 połowa? Delikatne kąsanie przeciwnika bez większego ryzyka. Tu nie ma większej historii, warto jednak docenić obu bramkarzy, którzy zaliczyli kilka ciekawych interwencji. 

Po 1 brameczce i na przerwunie. Po 1 części spotkania ciężko było wytypować faworyta. Dopiero druga połowa dała nam odpowiedź. 

Kolejne 25 minut to gra pod dyktando drużyny ET Promo. Za sprawą 2 trafień Rechy zaznaczyli swoją przewagę. Później już było tylko lepiej. Szczelna obrona, skuteczny Oskar Pióro i pogubiona drużyna Jokerów. 

To nie był dzień drużyny A.K.S Joker, którzy mimo doskonałej grze bramkarza Tomasza Gucika nie mogli zatrzymać ani pokonać przeciwników. 

W 2 części spotkania dołożyli tylko jedno trafienie przy 4 barkach ET Promo i do domów wracali tego dnia na tarczy. 5:2, Joker nadal gra w kratkę. ET Promo umacnia się na pozycji lidera ?. 

W niedzielnym pojedynku między Dzbanami Łódź a KS Czarnymi mieliśmy okazję przeżyć prawdziwy piłkarski spektakl. Spotkanie pokazywało dominację Dzbanów Łódź do samego końca, a ostateczny wynik 35:5 na korzyść gospodarzy mówi sam za siebie.

Początek zapowiadał emocjonującą rywalizację lecz już w pierwszej połowie widać było wielką dominacje ze strony Dzbanów. Jednak to druga część meczu dostarczyła jeszcze więcej bramek – padały kolejne gole, a chęć zdobywania bramek przez gospodarzy rosła z każdą minutą.

Na miano MVP zasłużył Maciej Danecki, który skutecznie prowadził swoją drużynę do triumfu zdobył 20 bramek co jest bardzo imponującym wyczynem. Nie sposób jednak pominąć dwóch wyróżniających się zawodników – Mateusza Spychalskiego z Dzbanów Łódź który zaliczył aż 8 asyst, oraz bramkarza KS Czarnych, Nataniela Zielonki, który swoim kunsztem bramkarskim wzbudził uznanie.

Jednym z najbardziej pamiętnych momentów spotkania była spektakularna interwencja Nataniela Zielonki, który obronił rzut karny, dodając dramaturgii rywalizacji.

Mimo tego że bramkarz KS Czarnych robił co mógł to wynik mówi sam za siebie.

Po tym starciu Dzbany Łódź wskakują na drugą pozycję w tabeli, podczas gdy KS Czarni muszą pogodzić się ze spadkiem na szóste miejsce.

 Panie Kubuszkajtys, jak Ty mi zaimponowałeś?.

Robił co mógł, był wszędzie, ale...
...brak podstawowego bramkarza, tylko jedna zmiana - to nie mogło się udać!
Od samego początku ekipa S.V.G narzucila swoje tempo gry, nie dopuszczając przeciwników pod swoje pole bramkowe.
Pavlyshyn - Tkachuk to duet, który był tego wieczoru katem dla Fortunki.
Po pierwszej połowie S.V.G wygrywało przewagą 5 bramek, 7:2. Pełna kontrola ?.


Druga połowa to nic innego jak próba odrobienia strat przez Fortunę Łódź. Koledzy podawali a Błażej Kubuszkajtys strzelał. To był Jego dzień, niestety to nie wystarczyło.

Co Fortuna strzeliła, ekipa FC S.V.G odpowiadała z podwójną mocą. Warto wyróżnić bramkarza, Ruslana Shevtsova który zanotował dwa trafienia oddając mocne strzały z dystansu, dokładając do tego jedną asystę. 


Ostateczny wynik to 14:7, Fortuna poległa a 3 pkt wędrują do ekipy, która jakiś czas temu zadebiutowały w naszej lidze ?. 

2 LIGA

Mecz? Totalna strzelanina! Wynik końcowy 12:10 mówi wszystko – defensywa została chyba na urlopie, a obie drużyny grały w trybie „atak i jeszcze raz atak”.

Jarosław Felczak z Anty Futbol zagrał jak z innej planety – 8 bramek i 1 asysta. Miał dzień, w którym wszystko mu wychodziło, a bramkarze Calcio będą mieli jego twarz w koszmarach.

Do przerwy było już 8:6 dla Anty Futbol, a po zmianie stron tempo ani na chwilę nie zwolniło. Calcio próbowało gonić, ale Felczak był nie do zatrzymania.

Podsumowując: 22 gole, zero kalkulacji i mnóstwo emocji. Piłka nożna w wersji „niech się dzieje!”

Leser Siti vs Nolongpass – Druga połowa? Totalna dominacja 

Do przerwy było jeszcze na styku – 4:3 dla Leser Siti. Można było mieć złudzenia, że to oni dowiozą zwycięstwo. Ale potem… przyszła druga połowa i Nolongpass wrzuciło szósty bieg.

Leser Siti walczyło jak lwy. Adrian Gradek w bramce odwalał cuda – bronił jakby miał ręce z magnesem, rzucał się, krzyczał, latał.

I tu wchodzą oni: Simo Naba i Krzysiek Kowalczyk – duet, który miał chyba kod do defensywy przeciwnika. Simo grał jakby miał joysticka w nogach, bawił się piłką jak Ronaldinho z najlepszych lat, a Kowalczyk – kliniczny jak chirurg. Asysty, gole, czyste złoto.

Druga połowa? 1:5 dla Nolongpass. Końcówka meczu to już był pokaz siły, a Leser Siti mogło tylko patrzeć, jak mecz im ucieka.

Końcowy wynik: 5:8.
Leserzy padli z honorem, Nolongpass odleciał jak rakieta SpaceX. Mecz pełen emocji, zwrotów akcji i potężnego lania w drugiej połowie. A Simo i Krzysiek? No, panowie – czapki z głów.

Mecz w którym za sprawą ostatnich 2 zwycięstw faworytem był zespół Namaszczonych. A jednak nie wszystko poszło po ich myśli.

 

Mecz pełen emocji, dużo nerwów, każdy chciał wygrać. Intensywne tempo od pierwszego gwizdka. Strzał za strzałem, bramka za bramką. Pogoda nie rozpieszczała ale nikomu to nie przeszkadzało bo Ci co oglądali to spotkanie byli rozgrzani na maksa ?.

Namaszczeni napędzani przez Roberta Barana czy Jakuba Zyngera, mimo że przebili się kilka razy przez szczelną obronę drużyny Orion United nie potrafili stworzyć sobie przewagi bramkowej i na, przerwę schodzili z wynikiem 3:3.

 

Druga połowa to powtórka z pierwszej - szybkie podania i szybkie strzały. Główna rakieta Namaszczonych, popularny Tyson robił co w jego mocy, trafił 3 razy dorzucając do tego asystę. 

Orion United jednak miało inny plan na ten mecz, mianowicie chcieli strzelić więcej i wygrać. Jeremy Soares i spółka pokazała więcej indywidualnie i jako kolektyw co pozwoliło im strzelić kilka bramek po indywidualnych akcjach i stworzyć 3 bramkową przewagę na koniec meczu. Namaszczeni pokonani, Orion uradowany. Wygrywają 10:7. Świetny to był mecz, nie zapomnę go długo. 

 

KSF Franczesko vs Fortuna Łódź II – 18 bramek, zero nudy, emocje do odcięcia prądu 

Jak ktoś przyszedł na spokojny meczyk, żeby popatrzeć jak piłka turla się po boisku – to wyszedł z traumą i zawrotami głowy. Do przerwy 5:6, na koniec 8:10 dla Fortuny Łódź II. 

Fortuna miała swój złoty duet: Tomasz Włoskowicz plus Błażej Kubuszkajtys = totalne zniszczenie. Tomasz rozdawał asysty jak ulotki na Piotrkowskiej – trzy idealne podania i jeszcze sam trafił do siatki. A Błażej? Hat trick, do tego asysta.

KSF Franczesko nie wymiękło. Dawid Przybysz zapierniczał po skrzydle jakby gonił ostatni autobus, a Marcin Kamiński trzymał środek pola w ryzach i co chwila rozrzucał piłki jak szef.

Tempo? Dzikość w czystej postaci. Bramka za bramką, akcje jak z highlightów Premier League, kibice na zmianę w ekstazie i panice.

Podsumowując: mecz-wariat, 18 goli i historia, o której będzie się mówić na każdej łódzkiej ławce. Fortuna bierze wygraną, ale brawa należą się obu ekipom – za show, za emocje i za to, że nikt nie zasnął nawet przez sekundę.

3 LIGA

Turbokozaki vs Silversaints II – dominacja od pierwszego gwizdka ⚽?

Pierwsza połowa? 1:7. Tak, to nie literówka – Silversaints II wbili siedem goli zanim Turbokozaki zdążyły się dobrze rozgrzać. To był bardziej nalot niż mecz, a obrona gospodarzy wyglądała, jakby grała na autopilocie z rozładowanym akumulatorem.

W drugiej połowie Turbokozaki próbowały się podnieść z kolan. Duet Jakub Zynger – Tomasz Gutowski robił, co mógł: rajdy, strzały, próby przebudzenia drużyny... walczyli do końca, jakby od tego zależało ich miejsce na wakacje. I trochę się to opłaciło, bo strzelili kilka goli, ale różnica była już nie do przeskoczenia.

Bo po drugiej stronie był duet Adam Dwojak i Kamil Bogiel – czyli ofensywny dream team. Siedem bramek we dwóch – chłopaki robili z obroną gospodarzy co chcieli. Raz Dwojak, raz Bogiel, czasem obaj naraz – totalna demolka.

Wynik końcowy: 6:12.
Turbokozaki mogą być dumne z walki w drugiej połowie, ale pierwsza część to był totalny sabotaż. goście pokazali, że jak już wjadą na pełnej, to zostaje po nich tylko kurz i siatka w bramce do wymiany.

Bohdan Smoliar, Mykola Yeromenko vs FlowStar.

Totalna dominacja drużyny FC Shtorm, dominacja ich liderów, wyżej wspomniany Bohdan i Mykola czy Petro urządzili sobie trening strzelecki, pech chciał że FlowStar zostało ofiarą tego treningu. Od początku spotkania Shtorm nie pozwoliło na dużo przeciwnikom, atakowali zdecydowanie i skutecznie. Pomimo ogromnych chęci i starań FlowStar nie mogło sobie poradzić tracąc tym samym 9 bramek w pierwszej połowie. 9:2 i gwizdek do szatni.

 

Druga połowa to odbicie lustrzaneydarzeń z pierwszej części meczu.

 

Zbyszek Kuklis, Gabriel Lewicki, robili co mogli by utrzymać tonący statek na wierzchu jednak zdało się to na nic.

Sthorm tego wieczoru był za mocny, Bohdan Smoliar i Yeromenko strzelili łącznie 8 bramek, byli nie do zatrzymania. A FlowStar? Pokazali kawał serducha, pojedyńcze przebłyski i kilka składanych akcji dają nadzieję, że w końcu ta maszyna ruszy. Ja wierzę ❤️

Dominacja od pierwszej połowy! Rainbow rozgromiło Niechcianych F.C. 16:6!

Od pierwszego gwizdka Rainbow narzucili swoje tempo i już do przerwy prowadzili aż 9:3, wyraźnie sygnalizując, kto rozdaje karty w tym spotkaniu. To spotkanie miało wszystko – emocje, grad bramek i popis indywidualnych umiejętności. Najjaśniejszą gwiazdą tego widowiska był Maciek Danecki, który zagrał kapitalny mecz był istnym motorem napędowym drużyny Rainbow warto również pochwalić Igora Krzyżanka i Oskara Stachurskiego, którzy zdobyli po 3 gole, a Stachurski dorzucił również 3 asysty. Na listę strzelców wpisał się również Goalkeeper drużuny Rainbow Adrian Cieślak, który nie tylko świetnie bronił w tym meczu ale i zdobył bramkę.

Niechciani F.C., mimo ambitnej walki, nie byli w stanie przeciwstawić się rozpędzonemu przeciwnikowi. Niechciani F.C. notują czwartą porażkę z rzędu. Zespół wciąż szuka formy i przełamania, ale tym razem znów musiał uznać wyższość rywala. Niechciani będą musieli szybko wyciągnąć wnioski, jeśli chcą powalczyć w kolejnych meczach o lepszy wynik.

Flex Łódź Team? Nie, to była futbolowa wersja „Szybkich i Wściekłych”!

Kobra prowadziła 3:1 do przerwy, wszyscy myśleli, że mecz w kieszeni, można już pisać gratulacje. Ale wtedy… na murawę wszedł z drużyny FLEX odpalili PIOTR KOPALA i powiedział: „Trzymajcie mi izotonik, pokażę wam comeback sezonu!”.

Dwie bramki, asysta i jazda bez trzymanki. Obok niego — niczym Robin przy Batmanie — Dominik Bartosiak, który z uśmiechem zdobywa hat-tricka i jeszcze dorzuca asystę, bo czemu nie?

Flex nie tylko odrobił straty. Oni dosłownie rozpędzili się jak lawina i przetoczyli się po obronie Kobry, kończąc mecz wynikiem 6:4, mimo że po pierwszej połowie byli pod ścianą.

Kobra? Walczyła dzielnie ale w drugiej połowie stracili koncentracje. Landar strzelał, Sirenko i Heisa też dorzucili swoje, ale to był dzień Flexa - Dzień, w którym piłka po prostu ich słuchała.

I nie, to nie był mecz.
To była piłkarska zemsta w drugiej połowie. Flex Łódź Team – chapeau bas!

4 LIGA

Na papierze zapowiadał się mecz wyrównany, ale boisko pokazało co innego – Toyota Zduńska Wola wcisnęła gaz do dechy i zostawiła Obwodnicę w lusterkach.

Do przerwy jeszcze była walka – 3:2 dla Toyoty, trochę jak korek na autostradzie – niby się jedzie, ale z opóźnieniem. Po zmianie stron Toyota odpaliła turbo, a Obwodnica wyglądała, jakby zapomniała zatankować.

Jarosław Wołkowicz, bramkarz Toyoty, w 6. kolejce wszedł w tryb "ściana nie do przejścia" – bronił wszystko, co leciało w jego stronę, łącznie z nadzieją przeciwników na punkty.

A jeśli chodzi o Damiana Pęczka, to może i strzelił tylko jednego gola, ale był wszędzie. Rozdzielał piłki z zimną krwią, uspokajał grę i wyglądał, jakby miał na wszystko plan. Gdyby miał jeszcze gwizdek, mógłby spokojnie sędziować samemu sobie.

Toyota Zduńska Wola wraca do domu z pewnym zwycięstwem, a Obwodnica... no cóż, może czas pomyśleć o remoncie nawierzchni.

Ciężki mecz, intensywny, nie spokojny, emocjonujący, spotkanie drużyn z górnej części tabeli.

 

ST Drakkart, które jest nie do zatrzymania i Fireball Squad, który lubi zagrać w kratkę.

Początek spotkania to bardzo wyrównana rywalizacja, od, początku iskrzyło co dodawało pikanterii temu meczowi.

 

Strzela Drakkart, Fireball odpowiada. Tak wyglądała większą część 1 połowy. Ale, ale, ale. 

Tatuatorzy wykorzystali swoje doświadczenie i spryt dorzucając 2 bramki więcej, tym samym kończyli 1 połowę z 2,bramkami przewagi. 

 

 

Druga połowa to starania ekipy Fireball, Piotr Biliński, Marcin Błaszczyk, Pawlak czy Lisowski, każdy próbował jak mógł ale nie tym razem. Fireball Squad dorzuca do puli 2 bramki, Drakkart zaś 3 i wygrywa wynikiem 7:4. Doświadczenie Bartosza Bargiela z gry w wyższej lidze oraz kunszt taktyczny Bartłomieja Orzechowskiego zrobiły swoje. Mecz niestety bez większej historii.

Wielki Drakkart dominuje kolejny zespół z ligi i jedzie jak walec w kierunku 3 poziomu rozgrywek ligi fanów?. 

 

5 LIGA

Czy to ptak? Czy to samolot? A może Messi scalony z Ronaldo biega po boisku?
Nie!
To Artem Postol gra!

Nie da się opisać tego, co ten człowiek zrobił w tym meczu. Nie znam takich słów — ani po polsku, ani po angielsku!
5 bramek! JEDEN! DWA! TRZY! CZTERY! PIĘĆ!
Niepojęta liczba, która jasno pokazuje, kto błyszczał na tym boisku. Jego Qlevel Agencja Pracy pokonał FK Kryvbas 13:6, prowadząc już do przerwy 6:4.

Ale Kryvbas? Oni też walczyli! Dmytro Okhotnikov robił, co mógł, z trzema golami i asystą – momentami wyglądał, jakby miał zamiar w pojedynkę odwrócić losy tego meczu. Niestety, Qlevel Agencja Pracy postawiło tego dnia futbolowy mur i dołożyło cegiełkę za cegiełką… czyli kolejną bramkę za bramką.

Ten mecz to był festiwal ofensywy – jakby obie drużyny zapomniały, że istnieje coś takiego jak obrona.

Qlevel? Maszyna. Kryvbas? Serce do gry.
Ale na koniec dnia wynik mówi wszystko: 13:6. I ani jednego nudnego momentu.

Dramatyczny zwrot akcji – Spizgani Futbolem odrabiają straty i wygrywają 6:3!

Mecz rozpoczął się od szybkiego prowadzenia Spizgani Futbolem, jednak FC Fenix odpowiedziało błyskawicznie i do przerwy utrzymywało minimalną przewagę. Druga połowa była już pokazem siły gości, którzy zdominowali boisko, zdobywając aż cztery gole i pewnie triumfując 6:3.  Fenix zagrało fatalną drugą połowę – nie strzeliło nawet jednej bramki, co zdecydowanie zaważyło na końcowym wyniku.

Warto podkreślić niezwykłą postawę Jakuba Szymczaka z FC Fenix, który mimo kontuzji zagrał jak prawdziwy superstar — życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia!

Choć momentami mecz był nudny jak flaki z olejem, to jednak nie brakowało emocji i widowiskowych akcji, które podgrzewały atmosferę na boisku. 

Spizgani Futbolem zasłużenie sięgnęli po trzy punkty, tym samym awansując na 3 miejsce w tabeli!! 

Iskra błyszczy jak Barcelona – emocjonalna wojna zakończona zwycięstwem 12:9!

Pierwszy gwizdek, szybki pressing i szalona wymiana ciosów. Już po kilku minutach wiedzieliśmy, że ten mecz nie będzie miał nic wspólnego z nudą. To nie był zwykły mecz, to była wojna nerwów, sprintów i strzałów! Pierwsza połowa zakończyła się remisem 4:4 i była jak otwarta książka pełna zwrotów akcji — żadna z drużyn nie chciała odpuścić ani na moment. Tempo? Szalone. Emocje? Do ostatniego gwizdka. 

Po zmianie stron zobaczyliśmy Iskrę Bęben oraz AGKS w wersji Premium mecz pełen emocji i zwrotów akcji. 

Iskra grała momentami jak współczesna Barcelona — szybkie wymiany, pełna kontrola, tiki-taka w wersji ulicznej. Gdy ruszyli w drugiej połowie, to tak, jakby ktoś odkręcił kurek z turbo. Szybko zbudowali przewagę i choć zespół AGKS do końca walczył, nie byli w stanie ich dogonić.

Na wyróżnienie zasługuje cała drużyna Iskry — każdy z zawodników dołożył swoją cegiełkę do tego zwycięstwa. Bramka za bramką, mądre decyzje, ofiarna gra w defensywie i pełne zaangażowanie – to była zespołowa robota na medal.

Końcowy wynik 12:9 oddaje tylko część historii — tu każdy gol to osobna opowieść. Iskra nie tylko wygrała, ale też zachwyciła stylem. 

Jeśli ktoś szukał w niedzielne popołudnie klasycznego meczu „na zawał”, to trafił idealnie – spotkanie Znicza Łódź z ekipą Cucarachas to była istna kanonada i pokaz ofensywnego szaleństwa. Wynik 15:8 mówi sam za siebie, a kibice nie mogli narzekać – chyba że na brak oddechu od tych ciągłych ataków z obu stron.

Już do przerwy było gorąco – 9:3 dla Znicza. Cucarachas próbowali gasić pożar w obronie, ale momentami wyglądali jakby grali w "złap mnie, jeśli potrafisz". Niestety – nie potrafili.

Oliwier Szemiot, znany również jako "Snajper z Łodzi", wbił 4 gole i dorzucił asystę, a co ciekawe – to właśnie rywale wybrali go zawodnikiem meczu. Czyżby syndrom sztokholmski? A może po prostu klasyczny przypadek: „jak już nas ktoś rozjeżdża, to niech chociaż będzie sympatyczny”.

Z kolei Maciej Kaźmierczak postanowił, że szósta kolejka to jego scena i wszedł w nią jak burza – 6 bramek i 1 asysta. Gdyby mógł, pewnie zabrałby piłkę do domu, a i może paru obrońców Cucarachas, żeby już więcej mu nie przeszkadzali.

Tempo? Szalone. Obrony? Cóż... były na boisku, ale można by pomyśleć, że to była bardziej umowna obecność. Mecz przypominał bardziej hokej na trawie niż piłkę nożną, tyle że bez kija i z większą liczbą bramek.

Podsumowując – Znicz Łódź pokazał, że umie nie tylko strzelać, ale też bawić się grą, a Cucarachas... cóż, mają materiał do przemyśleń, może i nawet na terapię grupową. Ale nikt nie powie, że się nudziliśmy!

Znicz Łódź melduje się na fali – oby dalej jechali na niej z takim impetem.

6 LIGA

Cedepe Klatuu vs Tigers –Podwójny Hat-trick? Phi. Bartek Kołodziej powiedział: „Potrzymaj mi izotonika

Pierwsza połowa? 4:5 dla Tigersów. Zapowiadało się, że goście przyjechali po pełną pulę, a Cedepe Klatuu musi się mocno spiąć, żeby nie skończyć jako tło do highlightów. Ale druga połowa? Inna bajka.

Cedepe wróciło na boisko jakby ktoś im w szatni puścił motywacyjną przemowę z filmu o Rockym. I wtedy wjechał Bartek Kołodziej – człowiek, który potraktował obronę Tigersów jak worek treningowy. 6 goli. Jedna asysta. Facet był wszędzie – jakby grał w pięciu egzemplarzach.

Tigers się nie dawali bez walki – Mateusz Grzegorzewski zapakował cztery bramki i walczył jak lew, nawet jak sytuacja robiła się gorąca jak sztuczna trawa w lipcu. Ale w pojedynkę nie dało się zatrzymać rozpędzonego Cedepe.

Wynik końcowy: 9:6.
Cedepe Klatuu odwróciło mecz, złamało scenariusz i pokazało, że jak Bartek ma dzień, to nie ma przebacz. Tigers zostali z czterema golami Grzegorzewskiego i pytaniem „co się właśnie odwaliło?”.

Mecz pełen ognia, bramek i momentów, które komentatorzy opisują słowami: „co za klasa!”.

Od 3:4 do 5:10 – Billy Boys urządzili koncert na boisku 

 

Do przerwy 3:4 – zapowiadało się na wyrównany bój, ale Billy Boys mieli inne plany. Wrócili na drugą połowę jak po energetykach i zaczęli grać jak z nut. Finalnie? 5:10. Tak, dziesięć. To już nie była gra – to była dominacja.

Zibi Team próbowało, ile sił w nogach. W bramce czarował Kamil Sobolewski – facet bronił wszystko, co mógł, czasem wyglądało, jakby miał dodatkowe ręce i radar w oczach. Ale jak cały czas jesteś pod ostrzałem, to w końcu coś musi wpaść. A w tym przypadku – wpadło aż za dużo.

Billy Boys pokazali, co to znaczy gra zespołowa. Kombinacje, klepki, szybkie akcje – wyglądało to, jakby trenowali razem od dziecka. A na czele tej orkiestry był Janek Dłabich – trzy asysty, dwa gole i poziom IQ piłkarskiego jakby grał w szachy, nie w piłkę. Równie genialny na boisku był Krzysztof Antczak, który popisał się hat-trickiem oraz dwie asysty. 

Reklama

Tabela

Social Media

Youtube

Reklama

Sponsorzy i Partnerzy