[WIOSNA 2025] RAPORT MECZOWY -12 KOLEJKA SEZON 2024/2025
12 kolejka to już historia. Kto nie był niech żałuje! Ostatnia niedziela przyniosła nam wiele powodów do radości ale również i smutku czy poczucia rozczarowania. Wyniki które zaskoczyły, emocje których nie brakowało czy mecze oddane bez walki ?.
Matkobosko, już czekam na kolejną kolejkę ligową ❤️.
Zacięta walka! ET Promo pokonuje FC S.V.G 9:8 i umacnia się na fotelu lidera 1. Ligi!"
Mecz 12. kolejki w Lidze Fanów Łódź pomiędzy ET Promo a FC S.V.G był pełen emocji i zwrotów akcji. Spotkanie rozpoczęło się od szybkiej bramki zdobytej przez FC S.V.G, jednak ET Promo odpowiedziało wyrównującym rzutem karnym. Wkrótce potem to drużyna z S.V.G ponownie objęła prowadzenie 2:1, ale później ET Promo zdominowało przebieg meczu. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 6:4 na korzyść ET Promo.
W drugiej części spotkania ET Promo utrzymało przewagę i wygrało 9:8, zapewniając sobie cenne 3 punkty. Kluczową postacią w drużynie gospodarzy był bramkarz Konrad Reszka, który nie tylko obronił 8 strzałów, ale także dwukrotnie popisał się pięknymi bramkami ⚽. W ofensywie wyróżnili się także Marcin Bykowski, zdobywca 3 bramek i 1 asysty, oraz Rafał Kujawski, autor 3 bramek i 1 asysty.
Po stronie FC S.V.G na szczególne wyróżnienie zasłużył Oleksandr Kruk, który zdobył 3 bramki i 2 asysty, oraz Dmytro Chernenko, który dodał 2 bramki i 2 asysty. Mimo ambitnej gry, drużyna S.V.G nie była w stanie odwrócić losów meczu.
Dzięki tej wygranej, ET Promo umocniło swoją pozycję na szczycie tabeli, zostając liderem 1. Ligi. To był pełen emocji i zaciętej rywalizacji pojedynek, który z pewnością na długo pozostanie w pamięci zawodników obu drużyn!
Pierwsza połowa to była taktyczna szachownica — sporo walki, wyrównana gra i żadna ze stron nie chciała odsłonić się za bardzo. 2:2 do przerwy zwiastowało emocje do samego końca.
Ale w drugiej części to Dzbany Łódź wrzuciły wyższy bieg i zdominowały Vero FC, zdobywając aż 6 bramek i nie pozostawiając złudzeń, kto rządził na boisku.
Zagrali z większą energią, agresją i pomysłem – każda akcja miała swój cel, a przeciwnicy zaczęli się gubić.
A kto dyrygował tym koncertem? Mateusz Spychalski – 4 asysty i pełna kontrola nad tempem gry.
Prawdziwy dyrygent na środku pola, który rozdawał piłki z precyzją i wizją godną maestro.
Z takim liderem na boisku Dzbany grają jak dobrze zestrojona orkiestra – skutecznie i z polotem.
Gra do jednej bramki, tak wyglądał mecz pomiędzy silverSAINTS a Fortuną Łódź.
Święci zaczynając mecz wyglądali na takich co przyjechali po 3 pkt. Nie było inaczej. Fortuna w okrojonym składzie musiała stawić czoła doskonale dysponującemu duetowi Dwojaków.
Pierwsza połowa to heroiczne próby zaatakowania świętych przez Fortune. Niestety bezskutecznie. Obrona z bramkarzem działała doskonale. Święci natomiast wykorzystali to co wykorzystać mogli i na, przerwę schodzili z czystym kontem i 6 bramkami.
Początek 2 połowy to lekkie rozluźnienie w szeregach silverSAINTS Cochise Burger co udało się wykorzystać i ekipa pod wodzą Damiana i Tomka zdołała w końcu trafić do bramki. To jednak było za mało. Łącznie 7 bramek duetu Dwojaków + pojedyńcze akcje Silverów dało łącznie 10 goli. Fortuna strzeliła ich tylko 3 i umacnia swoją pozycję w środku tabeli. Mecz do zapomnienia ?.
Baran Show! ?
To, co zrobił w tym meczu, przechodzi ludzkie pojęcie!
8 bramek, 1 asysta — absolutna dominacja!
A jego drużyna wygrywa na pełnym luzie 13:7 z Anty Futbol.
Do przerwy pachniało niespodzianką — Anty Futbol prowadził 5:2, ale po zmianie stron wszystko się zmieniło.
Namaszczeni Voltarenem wrócili na boisko odmienieni i zagrali koncertową drugą połowę!
Wielkie słowa uznania należą się również obu bramkarzom, którzy nie tylko bronili, ale też zanotowali po dwie asysty — pełne zaangażowanie w grę zespołową!
Voltaren ma swoją gwiazdę, a liga ma nową legendę meczu.
Gospodarze spotkania to kolejna ekipa, której doskwiera problem ze składem. Aż 5 nowych zawodników sprowadzonych przed tym meczem. Przed spotkaniem obie ekipy sąsiadowały ze sobą w tabeli. 3 – Franczesko, 4 – No Long Pass, a różnica to tylko 1 punkt. Było widać jakość w obu ekipach, ale czasem nowi zawodnicy potrzebują więcej czasu aby poznać styl gry swoich kolegów z zespołu. Bardzo szybko swoje warunki narzucili zawodnicy Longów. Wymienność pozycji, asekuracja i zabójcza skuteczność, tak można opisać pierwszą połowę w wykonaniu gości. Na wielkie uznanie zasługuje postawa nowego nabytku gości – Ayman Draiba. Fantastycznie wyprowadzane kontry, gra w obronie a także gra pod bramką przeciwników. Był wszędzie na boisku. Do przerwy mieliśmy wynik 2-11 i chyba nikt oprócz zawodników Franczesko nie sądził że da się to odrobić. W drugiej połowie jednak to gospodarze doszli do głosu i strzelając 6 bramek spowodowali szybsze bicie serc swoich przeciwników. Poskutkowało to aż dwiema żółtymi kartkami Życińskiego i Kowalczyka. Mimo to Longi nie dali sobie wyrwać zwycięstwa i przeskakują na 3 miejsce.
Czy to ptak? Czy to samolot? A może Messi scalony z Ronaldo biega po Sawo?
Nie!
To Tomasz Włoskowicz gra!
Nie da się opisać tego, co ten człowiek zrobił w tym meczu. Nie znam takich słów — ani po polsku, ani po angielsku!
16 bramek! SZESNAŚCIE!
Niepojęta liczba, która jasno pokazuje, kto błyszczał na tym boisku.
Ale co to za superbohater bez swojego wiernego pomocnika?
Damian Kołaciński — 12 asyst na koncie, równie imponujące! Ta dwójka stworzyła istny duet nie do zatrzymania!
A sam mecz?
No cóż… odbył się.
A może lepiej: to był trening Tomka — jednostka strzelecka w warunkach meczowych.
Jego Fortuna 2 pokonała Orion United 20:8, prowadząc już do przerwy 8:4.
Szóste i pierwsze miejsce w tabeli po 11 spotkaniach. Totalny hegemon 3 ligi Kobra (10 Z – 1 P) przyjechało na spotkanie ze Shtormem, który gra w kratkę (3Z-3R-5P). Faworyt spotkania oczywisty.
Pierwszy gwizdek sędziego, piękny gol Ivakhenko, kilka minut później kolejna piłka ląduje w bramce Shtormu i jesteśmy świadkami tego czego każdy oczekiwał, ustawienia sobie meczu przez Kobrę i dalszego kontrolowania go. Jednak inny plan na to spotkanie mieli gospodarze, bo po tym zimnym prysznicu w pierwszych minutach spotkania to oni zaczęli strzelać jak natchnieni. Widać było klasę gości jednak na bramce Shtormu stał Nazarii Datsiuk, który w tym meczu zaczarował prostokąt stojący za nim. Słupki, poprzeczki i świetne parady. Do przerwy 5-2.
W drugiej części spotkania gra nie uległa zmianie, Kobra atakowała, a Shtorm strzelał bramki. Za to właśnie kochamy piłke nożną. Na ławce gości można było zauważyć złość i frustracje że piłka nie chce wpaść. Napędzało to ich przeciwników do strzelania kolejnych goli. Mecz zakończył się niespodzianką i wynikiem 13-3.
Na obiektach, gdzie piłka lata szybciej niż plotki w małym miasteczku, zmierzyły się rezerwy SilverSAINTS z Flowstar. To był mecz, który miał więcej zwrotów akcji niż telenowela i humoru jak w komedii z flipperami!
Od pierwszego gwizdka faworyci z SilverSAINTS weszli w to spotkanie jak wujek na parkiet po dwóch kieliszkach – z przytupem! Dwa szybkie ciosy i bum, 2-0. Wydawało się, że Flowstar zaraz będzie szukać białej flagi. Ale nic z tego! Flowstar, z miksem weteranów i młodych gniewnych, zaczął grać jak natchniony. Do przerwy, ku zdumieniu wszystkich, to oni prowadzili 3-2, jakby ktoś podmienił im buty na rakiety!
Po przerwie Flowstar włączył tryb „buldożer”. W pewnym momencie wygrywali już pięcioma bramkami, a SilverSAINTS wyglądali, jakby próbowali złapać wiatr w żagle podczas sztormu. Adam Dwojak i Kamil Zduniak z „Świętych” walczyli jak lwy, próbując zatrzymać rywali, ale to było jak próba powstrzymania lawiny łopatą. Na czele Flowstar szalał Gabriel Lewicki, który grał, jakby miał w kieszeni cheat code na nieomylność – fenomenalne zawody, gość był wszędzie!
Pod koniec SilverSAINTS rzucili się do odrabiania strat, jak studenci do nauki dzień przed egzaminem. Zbliżyli się, ale ostatecznie Flowstar wygrał różnicą dwóch bramek. To był mecz, w którym „Święci” polegli, mimo że Dwojak i Zduniak dawali z siebie wszystko. Ale co zrobić, kiedy Paweł Lewicki i jego ekipa Flowstar postanowili urządzić na boisku imprezę, na którą SilverSAINTS zapomnieli przynieść tort? ? Brawo Flowstar, a SilverSAINTS – głowa do góry, następnym razem będzie wasz dzień!
Zespoły których na łódzkiej scenie socca przedstawiać nie trzeba. Choć Turbokozaki przez swoje ogromne problemy personalne byli skazywani na porażkę z wyjadaczami z Niechcianych to końcowy wynik, mówi co innego. Przed spotkaniem Patryk Żórawski miał nosa i trafił w przysłowiową 10 z transferem do swojej drużyny. Harot Petrosyan wszedł z drzwiami strzelając 7 bramek i dwukrotnie asystując, przez co bez żadnych wątpliwości został okrzyknięty zawodnikiem spotkania.
Do przerwy wynik 1-3 i dosyć spokojna gra z obu stron, więc nikt nie spodziewał się takiego strzelania w drugiej części spotkania. A na pewno nie był przygotowany na to Tomasz Kunc który musiał wyciągnąć piłkę z siatki aż 8 razy. Nie można odmówić mu także chęci bo kilka razy uratował swój zespół od straty goli, niestety dla niego większość bramek padła bo akcji "2 na 1". Choć Niechciani nie pozostali bierni swoim przeciwnikom to niestety dla nich po ostatnim gwizdku sędziego na tablicy wyników widniało 6-11.
Rainbow prowadziło, ale Flex Łodź Team odwróciło losy meczu i wygrało 12:8!
Mecz pomiędzy Rainbow a Flex Łodź Team był pełen emocji i obfitował w liczne zwroty akcji. Początek spotkania należał do Rainbow, które po wyrównanej pierwszej połowie prowadziło 6:4. Dobrze zorganizowana ofensywa oraz skuteczne interwencje bramkarza pozwalały drużynie Rainbow utrzymywać minimalne prowadzenie.
Jednak po przerwie to Flex Łodź Team przejął inicjatywę. Dzięki szybkim kontratakom i lepszej organizacji gry, goście szybko wyrównali wynik, a następnie zaczęli zdobywać kolejne bramki. Największą siłą Flex Łodź Team była ich ofensywa, w której wyróżniał się Piotr Kopala, autor 4 bramek i 3 asyst. Z kolei Dominik Bartosiak, który zdobył 2 bramki, został wybrany SuperStarem meczu za swoje świetne występy.
Rainbow, mimo dobrego początku, nie zdołało utrzymać prowadzenia i w drugiej połowie zaczęło tracić rytm. Igor Krzyżanek, który zdobył 1 bramkę i otrzymał tytuł SuperStara drużyny, oraz Oskar Stachurski i Bartosz Rogalski, którzy strzelili po 3 bramki, walczyli do końca, jednak nie wystarczyło to, by zatrzymać rozpędzonych rywali.
Ostateczny wynik 12:8 dla Flex Łodź Team to efekt solidnej gry w drugiej połowie i umiejętności wykorzystania błędów rywali. Rainbow prowadziło po pierwszej połowie ale nie potrafiło utrzymać przewagi, dzięki temu zwycięstwu, Flex Łodź Team wskoczył na 3. miejsce w tabeli 3. ligi.
Jasnowski i Dyrała — duet, który sieje postrach!
Dwaj przyjaciele z boiska, a razem — 9 bramek na 11 zdobytych przez Obwodnicę Łódź!
To statystyka, która robi wrażenie i mówi wszystko o tym meczu.
Do przerwy było jeszcze nerwowo — 4:3 dla Obwodnicy przeciwko FC Po Nalewce, co zapowiadało wyrównane widowisko.
Obie drużyny grały ostrożnie, badając się nawzajem i szukając słabych punktów.
Ale po zmianie stron... Obwodnica włączyła nitro!
Drużyna zdominowała każde fragmenty gry, pokazując dojrzałość, pewność siebie i świetne zgranie.
Druga połowa to już pełna dominacja — ofensywny pokaz siły, który zakończył się pewnym zwycięstwem 11:4!
"We are the champions, my friends!"
To właśnie dziś rozbrzmiało na sektorze 2 na Sawo Gruz! Udało się! Nadszedł ten długo wyczekiwany moment!
TOYOTA ŁÓDŹ WYGRYWA SPOTKANIE! Pokonuje Sawo Gruz Arenę 7:5!
Ale po kolei...
Pierwsza połowa to pokaz spokojnej, wyważonej gry obu drużyn. Toyota walczyła o pierwsze punkty w tej rundzie — tak samo jak przeciwnicy. Obie ekipy przystępowały do spotkania z identycznym bilansem: okrągłe zero punktów — niczym cyfra na koszulce Krzysztofa Furmańskiego, który zresztą zdobył dziś dwie bramki.
Pierwsza połowa zakończyła się skromnym prowadzeniem Toyoty: 3:2.
W drugiej części spotkania Toyota poczuła krew. Wyczuli zapach punktów i rzucili się do ataku, zdobywając kolejne cztery gole!
Sawo zdołało odpowiedzieć tylko trzema, co ustaliło końcowy wynik na 7:5!
Wielkie brawa należą się Kamilowi Marczakowi — autorowi dwóch bramek i jednej asysty!
Na boisku, gdzie emocje fruwały jak gołębie na rynku, zmierzyły się Drakkart i Toyota. To był mecz, w którym faworyt miał błyszczeć jak złoty łańcuch na siłowni, ale Toyota ze Zduńskiej Woli nie zamierzała być statystą w tym show!
Od pierwszego gwizdka Drakkart ruszył, jakby ktoś podkręcił im silnik na maksa. Daniel Leenstra czarował jak magik na jarmarku – dwie bramki, cztery asysty, brakowało tylko, żeby po meczu rozdawał autografy na piłkach! Igor Krzyżanek z kolei strzelał jak snajper, pakując pięć goli – piłka chyba błagała o urlop. Toyota walczyła jak mały fiat w rajdzie, ale do przerwy Drakkart prowadził 7-2, jakby grał z włączonym trybem „easy”.
Po przerwie nic się nie zmieniło – Drakkart nadal dominował, a Toyota, choć ambitna, nie mogła znaleźć klucza do ich obrony. Dawid Krawczyk i Damian Pęczek dawali z siebie wszystko, strzelając po trzy bramki i dokładając po asyście. To było jak rzucanie petardami w fortecę – głośno, ale bez większych szkód. Drakkart wygrał pewnie, a ich gra wyglądała jak pokaz fajerwerków – efektowna i nie do zatrzymania.
Toyota zasługuje na propsy za waleczność, a Krawczyk i Pęczek pokazali, że mają w baku sporo paliwa. Ale Drakkart, z Leenstrą i Krzyżankiem na czele, był tego dnia jak tuningowany bolid, który zostawia resztę w tumanach kurzu. Brawo dla faworytów, a Toyota? Następnym razem przyjedzie z turbodoładowaniem! ?
Fireball Squad, ekipa która zaczęła mecz z grubego kopyta a na koniec odbiła się od ściany. Od początku meczu to drużyna Filipa Bieńka przejęła inicjatywę i chciała zamknąć spotkanie już w pierwszej połowie.
Za sprawą tercetu Filipiak - Biliński - Pawlak Fireball Squad zdołało zachować po 1 połowie czyste konto dorzucają do tego 2 trafienia. Liczyli na spokojny dojazd do zajezdni. Team Spiryt miało jednak zupełnie inne plany! Weszli w drugą część spotkania jak nakręceni, w przeciwieństwie do rywali, którzy zapomnieli jak się ustawiać w obronie XD. Nawet bramkarz zespołu Team Spiryt wziął się do roboty i skutecznie pokonał bramkarza przeciwników. Bohaterem wieczoru został Michał Orzechowski, który swoimi dwoma trafieniami dał zwycięstwo drużynie. Fireball przespało swoją szansę i 3 pkt trafiają do Spirytu ?.
Na boisku, gdzie sąsiedzi z tabeli, Cucarachas i Kryvbas, walczyli o punkty jak o ostatnie miejsce parkingowe pod blokiem, rozegrał się mecz pełen emocji i lekkiego chaosu! Obie ekipy po dwóch kolejkach miały po trzy punkty, więc stawka była wysoka – jak rachunek za prąd po zimie.
Od pierwszego gwizdka Cucarachas ruszyli do ataku i szybko strzelili gola, jakby chcieli powiedzieć: „My tu rządzimy!”. Ale Kryvbas nie są z tych, co pękają jak bańka mydlana – odpowiedzieli trafieniem, i do przerwy było 1:1, czyli remis jak w teleturnieju, gdzie nikt nie zna odpowiedzi. W przerwie pewnie poleciało kilka motywacyjnych tekstów w stylu „Dajcie z siebie wszystko, bo sąsiad patrzy!”.
Po przerwie mecz dalej wyglądał jak pojedynek dwóch kumpli, którzy nie chcą odpuścić w FIFA – wyrównany, z lekką nutką zadziorności. Cucarachas jednak włączyli tryb „karalucha nie zatrzymasz” i dorzucili dwie bramki. Kluczowym graczem był Mateusz Konaczkowski, który strzelił dwa z trzech goli swojej ekipy – gość biegał po boisku, jakby miał w butach sprężyny i GPS na bramkę!
Ostatecznie Cucarachas wygrali 3:1, pokazując, że w tej sąsiedzkiej rywalizacji to oni mają klucze do klatki schodowej. Kryvbas walczyli dzielnie, ale tym razem musieli uznać wyższość rywala. Konaczkowski pewnie jeszcze długo będzie wspominany przy kebabie i coli, a Cucarachas mogą teraz patrzeć na sąsiadów z tabeli z lekkim uśmieszkiem. Brawo, karaluchy, i do zobaczenia w następnej kolejce!
To był mecz, w którym Iskra Bęben rozgrzała trybuny do czerwoności! Już do przerwy prowadzili 7:5, ale to, co wydarzyło się po zmianie stron, przerosło oczekiwania — 8 kolejnych bramek i pełna kontrola nad grą!
Jeśli zespół strzela 15 bramek, a nie ma tam jednego wiodącego strzelca, to widać jedno: to prawdziwy kolektyw!
Każdy zawodnik wniósł coś od siebie, każdy był częścią większej układanki. Zespół przez wielkie "Z".
Mimo tego warto wyróżnić jednego bohatera – Wojciech Stasiak!
3 bramki, 2 asysty, a do tego kapitalna gra w obronie – pełne zaangażowanie w każdej fazie meczu. Bez wątpienia jeden z liderów tej maszyny zwanej Iskrą Bęben!
Po 2 kolejkach 5 ligi wiemy na pewno że dobór drużyn jest na wysokim poziomie. Ciekawe mecze i nieoczywiste rozstrzygnięcia. Mecz pomiędzy Q Level i Spizganymi Futbolem zapowiadał się więc bardzo ciekawie. Gospodarze nie zasmakowali jeszcze porażki, natomiast ich przeciwnicy po roztrwonieniu prowadzenia w poprzedniej kolejce chcieli się odbić i wrócić na górę tabeli.
Tak jak we wstępie zapowiedzane obie ekipy stworzyły niesamowite widowisko. Piękne bramki, akcje, parady, błędy, smutek i radość. Mieliśmy wszystko. Podczas pierwszej połowy spotkania to zawodnicy Adriana Gradka lepiej radzili sobie w fazie ataku i obrony. Już wcześniej wspomniany bramkarz Spizganych popisał się kilkoma paradami, które uchroniły jego zespół od straty bramki. Na wyróżnienie w tej części spotkania zasługuje cała drużyna, bo widać było jakby byli jednym organizmem. Dzięki takiej grze na przerwę schodziliśmy z wynikiem 2-5.
Po zmianie stron znowu doświadczyliśmy drugiej strony Spizganych i to zawodnicy Q Level zaczęli gonić wynik, a nawet przechylając szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Cegiełkę do tego wyniku, a można i rzec że cegłę dorzucił Nikodem Andrzejewski strzelając 4 bramki. Choć goście próbowali jeszcze kilka razy w drugiej połowie pokonać bramkarza Q Level to wyraźnie brakło sił, a wynik końcowy to 9-8. Kolejne już prowadzenie do przerwy zostało wypuszczone z rąk przez Spizganych Futbolem.
Zacięty bój pełen emocji i fauli! AGKS wygrywa z FC Fenix 8:6
To spotkanie miało wszystko – bramki, tempo, zaciętość, a momentami także sporą dawkę agresji. AGKS i FC Fenix stworzyły widowisko, które trzymało w napięciu od pierwszego do ostatniego gwizdka. Nie brakowało ostrych starć, kontrowersyjnych fauli i spięć na boisku, ale to właśnie w takich meczach widać prawdziwą walkę o punkty. W tym pełnym napięcia meczu górą okazał się zespół AGKS, który po emocjonującym starciu pokonał FC Fenix 8:6. Mimo nieustannego nacisku ze strony rywala i nerwowej atmosfery, zdołali zachować chłodne głowy i skuteczność pod bramką.
To był prawdziwy futbolowy rollercoaster! W meczu, który dostarczył kibicom aż 14 bramek, drużyna AGKS po zaciętej i pełnej zwrotów akcji rywalizacji pokonała FC Fenix wynikiem 8:6. Spotkanie obfitowało w emocje, ofensywne popisy i indywidualne błyski formy.
Już od pierwszych minut było wiadomo, że defensywa tego dnia zejdzie na dalszy plan. Obie drużyny postawiły na ofensywę, co przełożyło się na świetne widowisko. Po stronie AGKS szczególnie wyróżnił się Dominik Głuch, który zaliczył hat-tricka, oraz dołożył asystę i bez wątpienia był jednym z architektów zwycięstwa – nie bez powodu został wyróżniony tytułem SuperStar oraz trafił do „6 kolejki”. Solidny występ zanotował także Robert Górski – zdobywca 2 goli i 2 asyst, który miał realny wpływ na końcowy rezultat. Swoje trzy grosze dołożyli również Bartłomiej Płuszka (2 gole i 1 asysta)
FC Fenix nie pozostawał jednak dłużny – Jovani Pavón i Jair Antonio Benitez zdobyli po 2 gole, a Mykhailo Druchok nie tylko wpisał się na listę strzelców, ale też został wyróżniony jako SuperStar.
FC Lewy w ofensywnym szale! 19:2 w starciu z Szybkimi i Zgrzanymi
Choć wielu spodziewało się jednostronnego meczu, skala przewagi FC Lewy zaskoczyła wszystkich. Drużyna ta pokazała prawdziwy futbolowy spektakl, gromiąc Szybkich i Zgrzanych aż 19:2! To było widowisko pełne tempa, bramek i indywidualnych popisów.
Prawdziwym liderem na boisku był Roman Halimurka, który kompletnie zdeklasował rywali – 6 bramek i 6 asyst mówią same za siebie! Bez wątpienia zasłużył na miano MVP spotkania. Obok niego błyszczał Vasylij Awdiejenko – zdobywca 4 goli i jeden z najpewniejszych punktów zespołu. Swój świetny dzień mieli też Volodymyr Marshalok (2 gole, 3 asysty) i Viktor Fitio (2 gole, 2 asysty), którzy nie tylko kończyli akcje, ale też kreowali sytuacje kolegom. Cała drużyna funkcjonowała jak jeden organizm, czego efektem było aż 19 zdobytych goli.
Po stronie Szybkich i Zgrzanych dwie honorowe bramki nie były w stanie zatrzymać rozpędzonych rywali. Choć włożyli sporo serca w grę, tym razem różnica klas była zbyt wyraźna. Szybcy i Zgrzani w kolejnych meczach będą musieli przeanalizować to spotkanie i wrócić silniejsi. Takich meczów się nie zapomina!
To był mecz, który z pewnością długo zostanie w pamięci zawodników. FC Lewy potwierdza swoje mistrzowskie aspiracje i pokazuje, że w tej lidze są jedną z ekip do pokonania. Jeśli utrzymają tę formę – reszta ligi może mieć poważny problem
Wsioki z Łodzi dominują! Billy Boys pokonani 14:7!
Wielkie emocje towarzyszyły nam podczas starcia Billy Boys z Wsiokami z Łodzi!
Spotkanie obfitowało w ofensywną grę i grad bramek – padły aż 21 gole! Ostatecznie to Wsioki z Łodzi odniosły pewne zwycięstwo 14:7.
Pierwsze skrzypce w drużynie zwycięzców grał Jan Głąb, który aż sześciokrotnie trafił do siatki i dołożył do tego asystę, co dało mu miejsce w "szóstce kolejki". Fenomenalny mecz rozegrał również Fabian Kędzierski – zdobył 2 bramki, zaliczył aż 5 asyst i został trzykrotnie już do tej pory wybrany w Lidze fanów 6 Ligi SuperStarem meczu.
Po stronie Billy Boys najskuteczniejszy okazał się Dawid Sławiński, który trzykrotnie pokonał bramkarza rywali i zasłużenie zdobył tytuł SuperStara w swojej drużynie. Choć Billy Boys dzielnie walczyli, musieli uznać wyższość znakomicie dysponowanych Wsioków. Spotkanie z pewnością można zaliczyć do jednych z najbardziej efektownych w tej kolejce!
Na boisku, gdzie punkty były cenniejsze niż złoto, Cedepe Klatu polowało na drugą wygraną z rzędu, a Zibi Team desperacko szukało pierwszych oczek w sezonie, jak skarbu na promocji w markecie. Ten mecz to była karuzela emocji z nutką komedii!
Zibi Team ruszyło jak rakieta, strzelając dwa gole i prowadząc 2:0. Wyglądali, jakby chcieli zmieść rywali jak kurz z parapetu! Ale Cedepe Klatu tylko ziewnęło, po czym włączyło tryb „maszyna do goli”. Sześć bramek z rzędu – to był pokaz, po którym Zibi Team mogło tylko zbierać szczęki z murawy. Do przerwy 6:2, a w szatni Zibi pewnie googlowało, jak zatrzymać tornado.
Po przerwie Zibi Team walczyło z zapałem godnym uczestnika reality show, który chce zostać w grze. Bartłomiej Nowak był ich asem, strzelając cztery gole – gość biegał, jakby miał w butach silnik od skutera! Ale Cedepe Klatu grało jak orkiestra, w której każdy zawodnik był wirtuozem. Nie sposób wyróżnić jednego, bo wszyscy dawali koncert, jakby szykowali się na mundial. Powiększali przewagę z gracją, a Zibi mogło tylko patrzeć, jak ich szanse topnieją szybciej niż lody w mikrofali.
Ostatecznie Cedepe Klatu zgarnęło pewną wygraną, a Zibi Team zostało z pustym bakiem i głowami pełnymi „co poszło nie tak?”. Nowak zasługuje na oklaski za swoje cztery trafienia, ale Cedepe było jak rozpędzony walec – nie do powstrzymania.
Na obiektach Sawo Gruz Arena o 22:00 w szranki stanęły ekipy Tigers i Knurinhos. Mecz? Jak pojedynek dwóch głodnych kebabów o ostatnią porcję sosu czosnkowego – walka na każdym centymetrze boiska, bramka za bramkę, a emocje gęstsze niż mgła nad stadionem!
Od pierwszego gwizdka obie drużyny poszły na całość. Tigers, z Igorem Podolskim w roli terminatora, siekli akcjami jak drwale w lesie. Igor? Trzy gole i asysta – gość grał, jakby miał w butach rakiety! Z kolei Knurinhos mieli swojego maestra, Aleksandra Jończyka, który kręcił grą jak DJ na weselu – 3 bramki, 3 asysty, brakowało tylko, żeby po meczu rozdał autografy na piłce.
Do przerwy Knurinhos prowadzili jedną bramką, ale to było jak prowadzenie w teleturnieju po pierwszej rundzie – wszystko mogło się zdarzyć. Po zmianie stron mecz nadal wyglądał jak bitwa o ostatni kawałek pizzy: nikt nie odpuszczał. W końcówce jednak Alan Makowski z Knurinhos wyjął asa z rękawa i huknął gola, który zamknął mecz. Tigers próbowali, ale to było jak gonienie autobusu, który już odjechał.
Podsumowując: Knurinhos wygrali, bo mieli nosa (i Makowskiego) w kluczowym momencie, a Tigers mogą pluć sobie w brodę, że nie wykorzystali więcej szans. Sawo Gruz Arena jeszcze długo będzie pamiętać ten wieczór pełen bramek, walki i Jończyka, który pewnie do teraz świętuje z kolegami przy oranżadzie! ?




)
)
)
)
)
)
)
)
)
)
)
)
)
)
)