[WIOSNA 2025] RAPORT MECZOWY - 3 KOLEJKA PLAY-OFF
Lekka rosa na mych oczach.
Za nami ostatnia kolejka najpiękniejszej ligi świata - Ligi Fanów Łódź ❤️.
Żeby tradycji stało się zadość oddajemy w Wasze ręce raport meczowy. Jeśli kogoś jakimś cudem nie było na zamknięciu sezonu może to nadrobić. Dziękujemy za ten cudowny sezon. Kłaniamy się nisko ?
A.K.S Joker vs FC S.V.G – 6:8! Kruk zrobił różnicę, a emocje sięgały sufitu
Ależ to było widowisko! Piękne akcje, bramki z każdej strony i tempo, które mogło zawstydzić nawet FIFĘ na poziomie "legendarnym". Ostatecznie FC S.V.G zgarnia pełną pulę, pokonując A.K.S Joker 8:6, ale walka trwała do ostatniego gwizdka.
Do przerwy był remis 2:2, co tylko podkręciło atmosferę. Po zmianie stron posypały się gole jak konfetti – bramka za bramką, zero kalkulacji, sama ofensywna jazda. Było co oglądać!
MVP meczu: Oleksandr Kruk – gość był absolutnym katem Jokera. Asysty, gole, pressing – jakby miał turbo w nogach.
SuperStar A.K.S Joker: Jakub Horoszkiewicz – walczył, napędzał ataki, robił co mógł, ale w pojedynkę ciężko było to ogarnąć.
SuperStar FC S.V.G: Oleksandr Kruk – no nie ma co, drugi raz trzeba go wymienić – to był jego show.
Poziom meczu: Wysoki – tempo, technika, emocje i walka. Jakby ktoś puścił film akcji, tylko z piłką zamiast karabinów.
Dzbany Łódź 9:5 ET Promo – Festiwal bramek i pokaz siły w drugiej połowie
To był mecz, który zaczynał się jak wyrównana partia szachów. Dzbany Łódź pokonały ET Promo aż 9:5, mimo że do przerwy przegrywały 2:3. Kibice zobaczyli aż 14 goli, mnóstwo emocji i pełne zaangażowanie obu ekip do ostatniego gwizdka.
Pierwsza połowa: cios za cios
Początek spotkania to prawdziwa wymiana ognia. Obie drużyny stworzyły wiele sytuacji, a tempo gry nie zwalniało nawet na chwilę. Dla ET Promo dwa trafienia zaliczył Bykowski, kolejne dwa dorzucił Mikołajczyk, pokazując klasę i skuteczność pod bramką. Dzbany jednak trzymały się blisko, nie pozwalając rywalowi na zbytnią ucieczkę.
Do przerwy 3:2 dla ET Promo – wydawało się, że będą w stanie kontrolować dalszy przebieg spotkania.
Druga połowa: dominacja Dzbany Łódź
Po zmianie stron na boisko wyszła zupełnie inna drużyna z Łodzi. Dzbany wrzuciły wyższy bieg i całkowicie przejęły inicjatywę. Ofensywa funkcjonowała jak dobrze naoliwiona maszyna, a głównym architektem akcji był Spychalski – zdobył jedną bramkę i dorzucił aż pięć asyst, będąc absolutnym mózgiem drużyny.
Każda jego piłka była jak chirurgiczne podanie – otwierał grę, rozrzucał tempo, rozmontowywał defensywę ET Promo praktycznie w pojedynkę. Reszta drużyny idealnie korzystała z tych podań i bezlitośnie punktowała.
Choć ET nie przestawało atakować i do końca walczyło o korzystny wynik, zabrakło im sił i organizacji, by powstrzymać rozpędzoną ekipę z Łodzi.
Bronzowi bohaterzy – SilverSAINTS Cochise Burger sięgnęli po 3. miejsce w I lidze fanów łódź! ?
SilverSAINTS i Vero FC zafundowali kibicom prawdziwy rollercoaster ?. Padło aż 16 goli (!), a wynik zmieniał się jak ceny benzyny ?. Ostatecznie to Vero zwyciężyło 9:7, ale to silverSAINTS zgarniają brąz w sezonie, kończąc ligę na 3. miejscu ??.
SilverSAINTS ruszyli z kopyta i szybko objęli prowadzenie 3:1 ?. Vero jednak nie zamierzało statystować – odrobili straty i nawet wyszli na prowadzenie ?. W kluczowych momentach błysnęli przede wszystkim Emil Młynarczyk (2 gole, asysta) i Kamil Zduniak (2 trafienia, asysta i wyróżnienie SuperStar), którzy przyczynili się do zrywów i nadziei na odwrócenie losów meczu. Niestety, pomimo heroicznego doprowadzenia do remisu w drugiej połowie, przeciwnik znów przyspieszył i postawił kropkę nad i – 9:7 dla Vero.
Były gole, były emocje, była walka – zabrakło tylko VAR-u, żeby podgrzać atmosferę jeszcze bardziej ?. Mimo porażki w tym meczu, silverSAINTS mogą unieść głowy wysoko – brązowe medale zdobyte, styl pokazany, a publika zadowolona ?
No i pamiętajcie – trzecie miejsce to jak tiramisu: nie jest głównym daniem, ale i tak wszyscy się cieszą ??
Po kilku meczach, gdzie Czarni mieli ogromny problem z zebraniem składu, udało im się dotrzeć na zakończenie sezonu, choć nadal nie bez kłopotów kadrowych. Cały mecz stał pod znakiem Tomka Włoskowicza i widać było, że cały zespół gra pod jego asysty. W całym meczu udało mu się dograć do strzelców aż dwanaście razy. Już w pierwszej połowie znacząco nakreśliła się przewaga Fortuny, a wynik do przerwy 3-9.
Druga połowa to odzwierciedlenie pierwszych 25 minut. Znowu gra do Tomka i zabawa pod bramką Czarnych. Najbardziej na takiej grze skorzystał Szymon Brzeziński, który wpisał się na listę strzelców 8 razy. Ciekawe jakim wynikiem skończyłby się ten mecz gdyby nie ciągła gra na jednego zawodnika. Spotkanie zakończyliśmy rezultatem 10-18. Życzymy Czarnym poradzenia sobie z problemami i powrotu na zwycięską ścieżkę na jesień.
Oba zespoły miniony sezon mogą spisać na straty i w ostatnim meczu grali tylko o honor. Przywykliśmy już jednak że w spotkaniach w których udział bierze Orion dzieje się dużo. Początek meczu zaczął się od fatalnego zagrania Wojtka Pasikowskiego, który nie przyjął prostego podania od kolegi z drużyny i piłka przetaczając się pod jego nogą wpadła do bramki. Po tej wpadce Namaszczeni rzucili się do odrabiania strat, konsekwencją czego była wymiana ciosów i to dosłownie. Po czerwonej kartce obejrzeli bramkarz Orionów i popularny Tajson. Wynik do przerwy na korzyść gospodarzy (5-2)
W drugiej połowie faworyci tego spotkania, nie dali sobie zabrać wypracowanego prowadzenia i mecz zakończyliśmy wynikiem 10-6.
W ramach 3. kolejki fazy play-off 2. ligi doszło do niezwykle emocjonującego starcia pomiędzy Fortuną Łódź 2 a ekipą Calcio Trogloditto. Choć spotkanie nie miało większego znaczenia w kontekście ostatecznego miejsca w lidzę na koniec to, obfitowało w więcej zwrotów akcji niż niejeden mecz zawodowej piłki. Ostatecznie to zespół Calcio wyszedł zwycięsko z tej dramatycznej potyczki, wygrywając 6:5 po bramce zdobytej dosłownie w ostatnich sekundach.
Początek spotkania należał zdecydowanie do Fortuny. Żółte lwy od pierwszego gwizdka narzuciły swoje tempo gry, kontrolowały środek pola i skutecznie neutralizowały ataki rywali. Ich dominacja szybko znalazła odzwierciedlenie na tablicy wyników – kolejne trafienia pozwoliły Fortunie zbudować solidną przewagę, a gra wyglądała tak, jakby Fortuna zmierzała po pewne zwycięstwo.
Calcio Trogloditto długo nie potrafiło znaleźć sposobu na dobrze funkcjonującą defensywę rywala, ale tuż przed przerwą wydarzyło się coś, co tchnęło nowe życie w mecz. Ekipa Marcela Starczewskiego przeprowadziła dwie skuteczne akcje, które zakończyły si celnymi strzałami, zmniejszając stratę do zaledwie jednej bramki. Fortuna schodziła na przerwę z prowadzeniem, ale przewaga, która wcześniej wydawała się komfortowa, nagle stała się bardzo krucha.
Po wznowieniu gry tempo spotkania wyraźnie wzrosło. Obie drużyny zagrały bardziej otwarcie, stwarzając sobie wiele okazji do zdobycia bramki. A walka toczyła się na całej długości boiska.
Na kilka minut przed końcem Calcio doprowadziło do remisu, co wywołało spore poruszenie w szeregach Fortuny. Gospodarze odpowiedzieli niemal natychmiast – Wiktor Gładki popisał się kapitalnym rajdem przez pół boiska i strzałem z bliskiej odległości ponownie wyprowadził swój zespół na prowadzenie.
Wydawało się, że Fortuna zdoła dowieźć zwycięstwo do końca, jednak końcówka meczu przyniosła prawdziwy dramat. Najpierw Calcio Trogloditto ponownie wyrównało, a gdy zegar wskazywał ostatnie sekundy, przeprowadzili decydujący atak, który zakończył się bramką na 6:5.
⚽️ KSF Franczesko pokazuje klasę w zaciętym meczu z NoLongPass!
To był prawdziwy festiwal goli i emocji! Obie drużyny walczyły zacięcie, a wynik oscylował wokół szybkich zmian prowadzenia. KSF Franczesko pokazało skuteczność i determinację, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy wypracowali przewagę 5:1.
NoLongPass próbował odrabiać straty, ale to jak próba dogonić autobus bez kół – ambitnie, ale bez skutku. Na boisku błyszczał Oskar Stachurski – 4 gole, 2 asysty i pewnie już planuje transfer do drużyny marzeń (albo przynajmniej na ligę mistrzów na podwórku). Końcowy wynik 9:7 pokazuje, że było jak w dobrym serialu – nie brakowało dramatów, zwrotów akcji i szczęśliwych zakończeń.
Mecz pełen zwrotów akcji i pięknych bramek – kibice na pewno nie mogli narzekać! Pamiętajcie, że na boisku zawsze wygrywa ten, kto ma więcej szczęścia... albo po prostu lepiej trafia do bramki! ⚽?
Niechciani F.C. vs Flex Team Łódź – czyli jak z piekła do nieba i jeszcze dalej
To było spotkanie, które z pewnością zapadnie w pamięć zarówno kibicom, jak i zawodnikom. Choć pierwsza połowa zapowiadała zupełnie inny scenariusz, druga część meczu przyniosła prawdziwy piłkarski rollercoaster. Ostatecznie to gospodarze, drużyna Niechciani, dokonali imponującego comebacku i pokonali Flex Team Łódź 5:4.
Po przerwie na boisko wyszła zupełnie inna drużyna Niechcianych. Zmobilizowani i głodni gry, zaczęli konsekwentnie odrabiać straty. Motorem napędowym był Maciej Herczyński, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i był jednym z głównych architektów odrodzenia gospodarzy.
Choć Flex Team odpowiedział kolejnymi dwoma bramkami Kopali (łącznie 4 trafienia – absolutna maszyna), to Niechciani się nie zatrzymywali. Zespół wykazał się ogromną determinacją, świetną grą zespołową i dojrzałością w kluczowych momentach. Kolejne gole wpadły w szybkim tempie, a końcówka meczu to była już pełna dominacja gospodarzy.
Gdy sędzia zakończył mecz, tablica wyników pokazywała 5:4 dla Niechcianych – rezultat, którego nikt nie spodziewał się po pierwszych 25 minutach spotkania. To był pokaz charakteru, walki do końca i prawdziwej drużynowej siły.
Ale to było widowisko! Kobra pokazała, że ma w sobie prawdziwego jadowitego ducha i ograła SilverSaints II Cochise Burger wynikiem 8:4. Już do przerwy było wiadomo, że będzie się działo – 4:2 dla Kobry, a potem tylko dołożyli kolejne bramki i nie dali rywalom złapać oddechu.
MVP meczu? Bez dwóch zdań – Volodimer Kotsiubiak. Chłop robił różnicę – asysty, bramki, ciągły gaz. Wszędzie go było pełno.
Jeśli chodzi o SuperStarów, to z Kobry błyszczał Vitalii Ivakhnenko – pewność siebie, technika, czysta radość z gry. A po drugiej stronie barykady – Mikołaj Raźny, który próbował ciągnąć swoją drużynę, jak tylko mógł. Walczył do końca, ale Kobra była dziś po prostu za mocna.
Harut i spółka kontra Flowstar ?.
Mecz pięknych bramek i indywidualnych, efektywnych rajdów.
Od początku spotkania obie ekipy kąsiły się nawzajem celnymi strzałami, niektóre z nich znalazły drogę do siatki.
Pierwsza połowa to pokaz umiejętności Haruta Petrosyan'a, który był nie do zatrzymania i regularnie sprawdzał czujność Mateusza Kowalczyka - bramkarza ekipy FlowStar, który tego dnia był w świetnej dyspozycji.
Harut wraz z Olwierem Maruszewskim tworzyli ofensywny duet, który jednak w pierwszej połowie był słabszy niż kolektyw przeciwników. Ziąbka, Śmitkiewicz czy Kuklis. To dzięki ich skuteczności FlowStar schodziło na przerwę z wynikiem 6:5.
2 połowa to techniczny popis zawodników z pola i prezentacja bramkarskiego kunsztu.
Ekipa Patryka Żórawskiego świadoma dobrej dyspozycji przeciwników musiała zrobić wszystko, żeby zrobić przewagę a później ją utrzymać. Oliwier Matuszewski trzema asystami pomógł drużynie osiągnąć dobry wynik. Harut Petrosyan czy Mariusz Choroszyński raz po raz prezentowali swoje możliwości ofensywne, które kończyły się bramkami. Ten pierwszy strzelił 50% wszystkich goli TurboKozaków.Finalnie to oni wracają z tarczą.
Warto wyróżnić Zbyszka Kuklisa, który robił co mógł, żeby to ekipa FlowStar była górą. 4 krotnie wpisał się na listę strzelców.
Świetne widowisko ?
FC Shtorm przeszło przez Rainbow jak burza – 12:6 po ofensywnym szaleństwie
Jeśli ktoś przyszedł na ten mecz szukając defensywy – to się grubo pomylił. Rainbow i FC Shtorm urządziły sobie prawdziwy festiwal bramek, który bardziej przypominał hokej niż piłkę nożną. Do przerwy już było 4:7, a końcowy wynik 6:12 tylko potwierdził, że w tym meczu atak był najlepszą obroną… z naciskiem na "atak".
Dla gospodarzy najjaśniejszym punktem był bez dwóch zdań Maciek Danecki, autor czterech goli. Robił, co mógł, ciągnął ofensywę niemal w pojedynkę, ale jego wysiłki przypominały próbę przepchania TIR-a pod górkę – bez wsparcia, bez szans.
W bramce Adrian Cieślak również harował jak wół – rzucał się, bronił, krzyczał na obronę. Zrobił wszystko, co było w jego mocy, ale FC Shtorm miało zbyt wiele argumentów.
Goście zagrali zespołowo, mądrze i przede wszystkim – skutecznie. Każdy dołożył coś od siebie, co najlepiej pokazuje siłę tej ekipy. Datsiuk i Yeromenko wpisali się na listę strzelców po dwa razy każdy, a kluczem do ich skuteczności była kapitalna dyspozycja Bohdana Smoliara, który zaliczył trzy asysty i rządził środkiem pola.
To nie był perfekcyjny mecz – ale był pełen emocji, tempa i bramek. Dla Shtormu to kolejna wygrana potwierdzająca ich formę i ofensywną głębię.
Obwodnica Łódź vs FC Po Nalewce – 10:2, czyli mecz do jednej bramki (dosłownie)
Nie ma co owijać w bawełnę – Obwodnica Łódź wjechała w FC Po Nalewce jak… no właśnie, jak obwodnica w centrum w godzinach szczytu. Zakończyło się miażdżącym 10:2, a momentami można było mieć wrażenie, że ktoś tu gra z handicapem.
Już do przerwy było 4:0, więc zapowiadało się grubo. I się zapowiadało słusznie – druga połowa to totalna dominacja i kolejne gole, jakby grali na kodach. FC Po Nalewce co prawda złapało dwie honorowe bramki, ale to bardziej kosmetyka niż realna walka.
MVP meczu: Łukasz Dąbrowski – chłop robił różnicę, prowadził grę, jakby miał radar w butach.
SuperStar Obwodnicy: Kacper Dyrała – pełna kontrola, zero litości.
SuperStar Po Nalewce: Dominik Kołudzki – no ktoś tam musiał próbować ratować honor. I próbował. Szacun.
Poziom meczu: Niski – ale czasem takie mecze też mają swój urok. Dużo bramek, mało taktyki, zero nudy.
Mecz o pietruszkę ale nie bez emocji ?.
Fireball walczył tylko o honor, Toyota zaś o dodatkowe 3pkt i umocnienie swojej pewnej już 3 pozycji 2 tabeli.
Fireball Squad zaczął klasycznie - od fajnej wymiany podań, żeby na koniec stracić głupią bramkę.
Meczyk od początku utrzymywał się na wysokiej intensywności, próby strzałów ze strony obu ekip. Co Fireball strzelił to Toyota wyrównywała i robiła przewagę.
Fireball niestety popełniał dużo błędów w obronie, tracili piłki w środku pola otwierając drogę do bramki napadziorom Toyoty.
Wynik po 1 połowie to 5:3 dla Toyoty Zduńska Wola. Chwila na narady taktyczne i jazda ?.
Druga połowa to ciąg dalszy gonitwy wyniki przez ekipę Filipa Bieńka, która tego dnia mogła liczyć na dobrą skuteczność Marcina Pawlaka oraz Jakuba Mielczarka.
Ten pierwszy zanotował 4 trafienia. GOAT
Jakub natomiast niczym Pirlo, piłki na nogę co w efekcie dało mu hattrick asyst ?.
Dobra dyspozycja zaledwie dwóch zawodników to za mało. Toyota indywidualnie i jako kolektyw była zdecydowanie lepsza. Nawet Jarosław Wolkowicz, bramkarz i lider Toyoty ZDW wpisał się na listę strzelców efektownie lobując bramkarza Fireball Vadzima.
Mecz przyjaźni, dobra atmosfera, duzo uśmiechu. Smutek, radość, to wszystko mieliśmy w tym meczu. Ostatnim meczu.
Było pięknie ❤️
St Drakkart deklasuje Team Spiryt – 8:3 w pokazie siły gospodarzy
To był wieczór, w którym Drakkart wyszedł na murawę z jednym celem: pokazać, kto tu rozdaje karty. I zrobili to w stylu godnym mistrzów – już do przerwy prowadzili 4:0, a końcowy wynik 8:3 tylko przypieczętował ich totalną dominację nad gośćmi.
Najjaśniejszą postacią meczu był bez wątpienia Bartosz Bargiel, który zaaplikował rywalom cztery bramki i udowodnił, że jest w wybitnej formie. Grał pewnie, z polotem i chirurgiczną precyzją wykańczał każdą okazję.
Team Spiryt? Robili, co mogli – momentami nawet potrafili zaskoczyć ofensywą i zdobyli trzy bramki, ale niestety, na tle tak rozpędzonego Drakkartu wyglądało to raczej jak kosmetyczne poprawki na zatopionym okręcie. Bramkarz gości zasługuje na osobne wyróżnienie – kilkukrotnie ratował zespół przed jeszcze większą katastrofą, ale sam jeden nie był w stanie zatrzymać tak zorganizowanego szturmu.
Drakkart zagrał koncertowo – pressing, szybkie wymiany podań, świetna współpraca całej ofensywy. Widać było, że gospodarze są w gazie i mają apetyt na coś więcej niż tylko zwycięstwo.
Piąta liga powstała wiosną, i jest piąta tylko z nazwy. Oprócz dwóch wyjątków w tej lidze, które do ostatniej kolejki biły się o mistrza to pozostała część drużyn prezentuje bardzo wyrównany poziom. Ten mecz był kolejnym tego przykładem. Choć akurat podczas tego spotkania pogoda nie dopisała i z nieba spadł rzęsisty deszcz, to na boisku temperatura nadal była wysoka, a sędzia musiał temperować zachowania z obu stron. Pierwsza część jednak była pod dyktando graczy z Ukrainy (5-2). Jakby AGKS mógł zrzucić winę na wynik na coś innego niż gra w obronie to pewnie byłaby to właśnie pogoda. Bo po przerwie kiedy deszcz już ustał, to do gry wrócili goście. Za sprawą najlepszego strzelca swojego zespołu Roberta Górskiego odrobili straty i po 50 minutach gry mieliśmy remis 9-9. Dzięki za ten sezon dla obu drużyn.
W meczu 5. ligi amatorskiej, rozegranym na boisku Łódzkiej Akademii Futbolu, drużyna Cucarachas stanęła naprzeciw ekipy FC Fenix. Choć spotkanie nie miało rangi profesjonalnych rozgrywek, poziom zaangażowania i intensywności był godny niejednego ligowego widowiska. Od samego początku zawodnicy obu zespołów pokazali, że futbol amatorski również potrafi dostarczyć ogromnych emocji.
Pierwsza połowa należała do gospodarzy z Cucarachas. Ich gra była uporządkowana, a pressing w środku pola przynosił wymierne rezultaty.
Po zmianie stron obraz gry całkowicie się odmienił. Zespół FC Fenix wrócił na murawę z zupełnie nową energią. Wyrównujące trafienie padło już na początku drugiej połowy, a wkrótce potem goście objęli prowadzenie. Od tego momentu rozpoczęła się prawdziwa wymiana ciosów. Obie drużyny atakowały bez wytchnienia, nie odpuszczając żadnej okazji.
Największym bohaterem meczu okazał się Andreas Felipe. Jego zaangażowanie, inteligencja boiskowa oraz skuteczność pod bramką rywala zrobiły różnicę. Trzykrotnie wpisał się na listę strzelców, kompletując efektownego hat-tricka. Każdy jego gol miał ogromne znaczenie dla przebiegu meczu — albo przechylał szalę na stronę FC Fenix, albo błyskawicznie odpowiadał na bramki Cucarachas.
Ostateczny wynik 6:5 dla FC Fenix był zwieńczeniem tego pełnego zwrotów akcji spektaklu. Ekipa Cucarachas walczyła do końca, jednak nie zdołali odwrócić losów spotkania. Widowisko, jakie stworzyły te dwa zespoły, z pewnością na długo zostanie w pamięci.
Postawa Andreasa Felipe nie przeszła niezauważona – znalazł się on w najlepszej szóstce kolejki i bez wątpienia był kluczowym architektem sukcesu FC Fenix. Ten mecz był kolejnym dowodem na to, że serce do gry i determinacja potrafią stworzyć widowisko, które emocjami przewyższa niejeden pojedynek z wyższych szczebli rozgrywkowych.
Bronzowi krzykacze – Znicz zgarnia miejsce na podium!
Mecz o 3. miejsce w 5. lidze fanów to było czyste szaleństwo – efektowne 3:11 dla Znicza, ale emocji nie brakowało! Spizgani Futbolem dali pokaz walki, szczególnie w pierwszej połowie, ale wyraźnie nie mieli odpowiedzi na ofensywny dynamit gości.
Po pierwszych 25 minutach wynik 1:4, ale to tylko zapowiedź tego, co miało się wydarzyć po przerwie. Znicz wziął sprawy w swoje ręce, przyspieszył i z minuty na minutę rozklejał obronę gospodarzy niczym klocki domina ?.
Znicz Łódź błyszczał ekipowo – Michał Marciniak (5 goli) oraz Igor Greber (4 gole i pełen komplet SuperStarów) stanowili absolutnie zabójczy duet. Dodajmy do tego Oliwiera Szemiota i Kamila Króla, którzy dopalili motor i doprowadzili zespół do wyniku, który nie pozostawił złudzeń.
Spizgani zdobyli się na heroiczną bramkę honorową Ayamane Draiby i jedno trafienie Naby, ale rywal był dziś w innej lidze. Mimo ambitnej postawy, mecz skończył się dominacją Znicza, który zasłużenie zajmuje 3. miejsce w lidze.
⚽? Gratulacje dla Znicza za styl, skuteczność i zasłużony brąz – a Spizgani, dzięki za widowisko! Do zobaczenia w kolejnym sezonie – oby było jeszcze więcej takich gier!
Iskra Bęben vs Qlevel Agencja Pracy – 5:7! Od euforii do rozpaczy w jednym meczu
Ale to był rollercoaster emocji! Mecz o mistrza 5. ligi miał wszystko – tempo, emocje i zwrot akcji, który wbijał w fotel. Iskra Bęben prowadziła już 5:2 i wyglądało, że wszystko mają pod kontrolą... no, wyglądało. Bo potem przyszedł Qlevel i pokazał, że dopóki piłka w grze, to nic nie jest przesądzone.
Końcówka? Totalna dominacja Qlevelu. Pięć bramek z rzędu, końcowy wynik 5:7, a Iskra została z niczym, mimo świetnego początku. Aż szkoda patrzeć.
MVP meczu: Dmytro Berehovyi – silnik Qlevelu. Biegał, rozgrywał, strzelał. Absolutna maszyna.
SuperStar Iskry: Piotr Grobelny – walczył jak lew, robił różnicę... ale sam meczu nie wygra.
SuperStar Qlevelu: Mykhailo Solomud – spokojny zabójca. Jak już się rozpędził, to nie do zatrzymania.
Poziom meczu: Wysoki – intensywność taka, że tchu brakowało nie tylko zawodnikom, ale i widzom.
Wielkie brawa dla Qlevel Agencja Pracy – nowych mistrzów 5. ligi! Pokazaliście nie tylko jakość, ale też charakter. Odrobić stratę 2:5 w meczu o wszystko? To się nazywa mieć stalowe nerwy i mistrzowskie DNA!
Ogromny szacunek również dla Iskry Bęben – srebrni medaliści, którzy przez cały sezon grali z serduchem i pokazali kawał dobrej piłki. Ten mecz może nie poszedł po ich myśli, ale cały sezon to coś, z czego możecie być dumni!
No i mamy to! Cedepe Klatuu ograło Billy Boys 9:6 w meczu, który raczej nie przejdzie do historii wielkiego futbolu, ale na pewno dostarczył kilku momentów śmiechu i bramek aż nadto – łącznie padło 15 goli! Czy to jeszcze piłka, czy już strzelanina bez obrony?
Do przerwy Cedepe prowadziło 5:3, więc wiadomo było, że emocje (czy raczej brak obrony) potrwają do końca. Chłopaki z Billy Boys próbowali nadążyć, ale finalnie zabrakło im sił, pomysłu... i trochę szczęścia.
MVP meczu – Michał Papież – trzymał drużynę Cedepe w ryzach, asystował, trafiał, był wszędzie. Jakby miał klona.
SuperStar Cedepe Klatuu – Bartłomiej Kołodziej – showman z własnym stylem.
SuperStar Billy Boys – Dariusz Pabijanek – walczył do końca, choć walka była pod górkę.
Poziom meczu? No cóż – raczej bardziej orlikowy klimat po ciężkim tygodniu niż finał Ligi Mistrzów. Ale czasem właśnie takie mecze najlepiej się ogląda – śmiechu co nie miara, bramki co akcję, a atmosfera na luzie.
Jak to mówią, mecz o przysłowiową pietruszkę. Wynik w tabeli nie zmieniał kompletnie nic, ale nie przeszkadzało to obu drużynom przyjść i dobrze się bawić na boiskach SAWO GRUZ ARENY. Pierwsza połowa zaczęła się dość niemrawo. I doświadczyliśmy tylko dwóch trafień. Oba gole strzelili zawodnicy Zibi Team, pokazując tym samym że nie zamierzają przejść obok tego meczu obojętnie. Mimo skromnego wyniku w pierwszej połowie, nie można powiedzieć że w meczu się nic nie działo. Ciekawe akcje indywidualne po obu stronach.
Druga połowa to już kanonada ze strony Zibi Team, a głównym strzelcem tego zespołu był Paweł Borowczyński, który z czterema oczkami na koncie został najskuteczniejszym zawodnikiem tego meczu. Wyjście na prowadzenie 1-8 ustawiło mecz, co poskutkowało rozluźnieniem obrony i pozwoleniem na swobodniejszą grę Szybkich i Zgrzanych. Choć Dariusz Chała-Sass, dwoił się i troił w obronie i ataku, nie udało się odrobić straty. Końcowy wynik 4-9. Obu drużynom dziękujemy za dołączenie do naszych rozgrywek i mamy nadzieje że widzimy się już we wrześniu.
Mecz o złoto – Knurinhos przypieczętowali mistrzostwo, Tigers próbowali stawić opór!?
Dla Knurinhos był to mecz o wszystko – stawką było pierwsze miejsce w lidze VI. Presja? Być może, ale po ich grze trudno było to zauważyć. Od samego początku ruszyli z impetem, grając z dużą pewnością siebie i wysokim pressingiem. Już w pierwszych minutach narzucili swoje warunki, co szybko przełożyło się na gole – po kwadransie prowadzili dwoma bramkami, a do przerwy zeszli z wynikiem 6:2.
Tigers nie chcieli być tylko tłem. Próbowali odpowiadać kontratakami, parę razy zagrozili bramce rywala, a ich pressing w środkowej fazie pierwszej połowy dał im chwilę oddechu i dwa trafienia. W drugiej połowie jednak Knurinhos wrócili do dominacji – kontrolowali tempo, dobrze operowali piłką, a kolejne bramki były już tylko kwestią czasu.
Na wyróżnienie zasługuje Patryk Koźlik, który nie tylko skompletował hat-tricka, ale również świetnie napędzał ofensywę drużyny. Olek Gała również nie zawiódł, zdobywając kolejne 3 gole, a Oskar Kacperski i reszta zespołu wykonali swoją robotę z chłodną precyzją. Mimo prób Tigers, mecz zakończył się wyraźnym zwycięstwem 10:4.
Knurinhos tym samym przypieczętowali mistrzostwo ligi VI – grając efektownie, skutecznie i bez wpadek w decydującym momencie. Gratulacje dla mistrzów! A wszystkim drużynom dziękujemy za emocje i – widzimy się w kolejnym sezonie! ⚽?
FC Lewy rozjeżdża Wsioków z Łodzi – 10:4 w jednostronnym widowisku
To nie był dzień Wsioków z Łodzi. Choć mecz zapowiadał się emocjonująco, bo drużyna gospodarzy potrafi zaskakiwać, tym razem zostali kompletnie rozbici przez świetnie zorganizowane FC Lewy. Już do przerwy było 0:3, a końcowy wynik 4:10 mówi wszystko o tym, jak wyglądał ten pojedynek.
Mimo wysokiej porażki, trudno nie docenić wysiłku Eryka Wiśniewskiego w bramce gospodarzy. Gdyby nie jego kilka naprawdę solidnych interwencji, wynik mógłby być jeszcze bardziej bolesny. Niestety, był jak samotny strażak w płonącym magazynie – robił, co mógł, ale sam nie ugasił pożaru.
W ofensywie starał się coś zmienić Oliwier Szemiot, autor dwóch bramek. Widać było u niego chęć walki i próbę poderwania drużyny, ale brak wsparcia ze strony kolegów sprawił, że jego wysiłek nie przełożył się na realną zmianę losów spotkania.
Z kolei goście zagrali koncertowo. Wszystko funkcjonowało jak należy – od defensywy, przez rozegranie, aż po wykończenie. Szczególne brawa należą się Halimurce, który nie tylko ustrzelił hat-tricka, ale dołożył też cztery asysty, będąc absolutnym motorem napędowym gości.
To był pokaz skuteczności i zespołowej gry. FC Lewy nie tylko zdominowało rywala, ale zrobiło to z klasą i spokojem, bez chaosu czy przypadku.




)
)
)
)
)
)
)
)
)
)
)
)
)
)
)
)