ZIMA 2026
Relacje meczowe: 6 LIGA
No i mamy to! Cedepe Klatuu ograło Billy Boys 9:6 w meczu, który raczej nie przejdzie do historii wielkiego futbolu, ale na pewno dostarczył kilku momentów śmiechu i bramek aż nadto – łącznie padło 15 goli! Czy to jeszcze piłka, czy już strzelanina bez obrony?
Do przerwy Cedepe prowadziło 5:3, więc wiadomo było, że emocje (czy raczej brak obrony) potrwają do końca. Chłopaki z Billy Boys próbowali nadążyć, ale finalnie zabrakło im sił, pomysłu... i trochę szczęścia.
MVP meczu – Michał Papież – trzymał drużynę Cedepe w ryzach, asystował, trafiał, był wszędzie. Jakby miał klona.
SuperStar Cedepe Klatuu – Bartłomiej Kołodziej – showman z własnym stylem.
SuperStar Billy Boys – Dariusz Pabijanek – walczył do końca, choć walka była pod górkę.
Poziom meczu? No cóż – raczej bardziej orlikowy klimat po ciężkim tygodniu niż finał Ligi Mistrzów. Ale czasem właśnie takie mecze najlepiej się ogląda – śmiechu co nie miara, bramki co akcję, a atmosfera na luzie.
Jak to mówią, mecz o przysłowiową pietruszkę. Wynik w tabeli nie zmieniał kompletnie nic, ale nie przeszkadzało to obu drużynom przyjść i dobrze się bawić na boiskach SAWO GRUZ ARENY. Pierwsza połowa zaczęła się dość niemrawo. I doświadczyliśmy tylko dwóch trafień. Oba gole strzelili zawodnicy Zibi Team, pokazując tym samym że nie zamierzają przejść obok tego meczu obojętnie. Mimo skromnego wyniku w pierwszej połowie, nie można powiedzieć że w meczu się nic nie działo. Ciekawe akcje indywidualne po obu stronach.
Druga połowa to już kanonada ze strony Zibi Team, a głównym strzelcem tego zespołu był Paweł Borowczyński, który z czterema oczkami na koncie został najskuteczniejszym zawodnikiem tego meczu. Wyjście na prowadzenie 1-8 ustawiło mecz, co poskutkowało rozluźnieniem obrony i pozwoleniem na swobodniejszą grę Szybkich i Zgrzanych. Choć Dariusz Chała-Sass, dwoił się i troił w obronie i ataku, nie udało się odrobić straty. Końcowy wynik 4-9. Obu drużynom dziękujemy za dołączenie do naszych rozgrywek i mamy nadzieje że widzimy się już we wrześniu.
Mecz o złoto – Knurinhos przypieczętowali mistrzostwo, Tigers próbowali stawić opór!?
Dla Knurinhos był to mecz o wszystko – stawką było pierwsze miejsce w lidze VI. Presja? Być może, ale po ich grze trudno było to zauważyć. Od samego początku ruszyli z impetem, grając z dużą pewnością siebie i wysokim pressingiem. Już w pierwszych minutach narzucili swoje warunki, co szybko przełożyło się na gole – po kwadransie prowadzili dwoma bramkami, a do przerwy zeszli z wynikiem 6:2.
Tigers nie chcieli być tylko tłem. Próbowali odpowiadać kontratakami, parę razy zagrozili bramce rywala, a ich pressing w środkowej fazie pierwszej połowy dał im chwilę oddechu i dwa trafienia. W drugiej połowie jednak Knurinhos wrócili do dominacji – kontrolowali tempo, dobrze operowali piłką, a kolejne bramki były już tylko kwestią czasu.
Na wyróżnienie zasługuje Patryk Koźlik, który nie tylko skompletował hat-tricka, ale również świetnie napędzał ofensywę drużyny. Olek Gała również nie zawiódł, zdobywając kolejne 3 gole, a Oskar Kacperski i reszta zespołu wykonali swoją robotę z chłodną precyzją. Mimo prób Tigers, mecz zakończył się wyraźnym zwycięstwem 10:4.
Knurinhos tym samym przypieczętowali mistrzostwo ligi VI – grając efektownie, skutecznie i bez wpadek w decydującym momencie. Gratulacje dla mistrzów! A wszystkim drużynom dziękujemy za emocje i – widzimy się w kolejnym sezonie! ⚽?
FC Lewy rozjeżdża Wsioków z Łodzi – 10:4 w jednostronnym widowisku
To nie był dzień Wsioków z Łodzi. Choć mecz zapowiadał się emocjonująco, bo drużyna gospodarzy potrafi zaskakiwać, tym razem zostali kompletnie rozbici przez świetnie zorganizowane FC Lewy. Już do przerwy było 0:3, a końcowy wynik 4:10 mówi wszystko o tym, jak wyglądał ten pojedynek.
Mimo wysokiej porażki, trudno nie docenić wysiłku Eryka Wiśniewskiego w bramce gospodarzy. Gdyby nie jego kilka naprawdę solidnych interwencji, wynik mógłby być jeszcze bardziej bolesny. Niestety, był jak samotny strażak w płonącym magazynie – robił, co mógł, ale sam nie ugasił pożaru.
W ofensywie starał się coś zmienić Oliwier Szemiot, autor dwóch bramek. Widać było u niego chęć walki i próbę poderwania drużyny, ale brak wsparcia ze strony kolegów sprawił, że jego wysiłek nie przełożył się na realną zmianę losów spotkania.
Z kolei goście zagrali koncertowo. Wszystko funkcjonowało jak należy – od defensywy, przez rozegranie, aż po wykończenie. Szczególne brawa należą się Halimurce, który nie tylko ustrzelił hat-tricka, ale dołożył też cztery asysty, będąc absolutnym motorem napędowym gości.
To był pokaz skuteczności i zespołowej gry. FC Lewy nie tylko zdominowało rywala, ale zrobiło to z klasą i spokojem, bez chaosu czy przypadku.




)